Od kilku dni Małgosia mówiła, że Maluszek coraz bardziej się rozpycha i zaczęła wyczuwać jego ruchy. Nie ukrywam, że czułem się pokrzywdzony, nie mogąc przeżywać tego od samego początku. W zasadzie to za trudy ciąży i porodu, wszystkie małe i duże szczęścia powinny należeć się w pierwszej kolejności mamie. Mimo wszystko byłem nieco zasmucony za każdym razem, gdy Małgosia mówiła: O poczułam, poruszył się, a ja nie mogłem tego doświadczyć. Szczęście przyszło szybciej, niż tego oczekiwałem.

Wczoraj, kiedy leżeliśmy przed snem, dyskutując nad wpływem pasatów na wypas jaków w Andach, Robaczek aktywował się po raz kolejny. Z mądrych książek dowiedziałem się, że to właśnie noc często jest tym okresem, w którym kobieta w ciąży doświadcza wzmożonej aktywności dziecka. Przez większą część dnia bowiem ruchy mamy, takie jak chodzenie czy wykonywanie zwykłych, codziennych czynności, odbierane są przez dziecko jako kołysanie. Jest wtedy spokojne i w zasadzie śpi. Z kolei, gdy przyszła mama szykuje się by odpocząć, jej ciało jest zrelaksowane, a ona spokojna, taki mały Robaczek rozpoczyna gimnastykę. Nie jest to regułą oczywiście, ale wychodzi na to, że nasze Maleństwo upodobało sobie właśnie momenty, gdy Małgosia szykuje się do snu.

Zaczęło się standardowo. O, znowu poruszył się. Choć tu szybko – zawołała Małgosia. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące. Przyłożyłem ciepłą dłoń do brzuszka i pomyślałem sobie no dawaj malutki, tak mocno cię kocham i czekam na ciebie! Kilka głębokich oddechów, nerwowe oczekiwanie i nagle kick! Maluteńki kopniaczek, leciutkie uderzenie! Małgosia od razu popatrzyła na mnie potwierdzając, że tak, to był właśnie wiercący się Robaczek. Taki malutki kick dał mi taką dawkę emocji, że aż zaszkliły mi się oczy. Pierwszy, wyczuwalny ruch dziecka pobił wszystkie dotychczasowe wydarzenia na skali mych męskich uczuć. Do lamusa odeszło podniecenie prezentami z pierwszej komunii, ekscytacja po pierwszej „miłości” czy nawet radość z otrzymania dyplomu magistra.

Nie ma co ukrywać, że moje oczekiwania stały się nagle bardzo, ale to bardzo wysokie. Za każdym razem gdy kładę rękę na brzuszek Małgosi liczę na kolejny sygnał od dziecka. Wiem, że to nie działa w ten sposób i na kolejny znak przyjdzie mi znowu cierpliwie czekać. Cieszę się, że już za kilka tygodni ruchy te staną się w miarę regularne. A wtedy zaczną się poważne rozmowy z brzuszkiem 😉