O typach irytujących rodziców na placach zabaw w zestawieniu poniżej. Wbrew pozorom nie jest to tylko kolejny post piętnujący ich zachowania.
Rodzic Krzykacz – komunikuje się za pomocą dźwięków, przypominających tresurę psa
Jeszcze nie przekroczyliście bram placu zabaw, a już słuchać dobiegające darcie gęby. – Tymuś (imię przypadkowe) nie wolno! Nie rób! Nie ruszaj! Albo seria komend przywołujących do porządku – Zostaw to! Mówię Ci zostaw to! Do mnie. Chodź tu bo zaraz Ci wleję. Przez chwilę miałem wrażenie, że rodzic w ten sposób komunikował się ze swoim psem. Nic bardziej mylnego.
Rozumiem, że dzieci bywają niegrzeczne, złośliwe, a często nawet upierdliwe. Ale taka jest ich natura. Stosowanie metod wychowawczych rodem ze szkolenia dla kadetów w akademii wojskowej proponuję zostawić sobie na inną okazję. Na placu zabaw nie musisz informować całego świata, że oto zaraz nastąpi srogie lanie, jeśli Twoje dziecko nie odłoży łopatki, kamyczka czy patyczka, którym akurat zaczęło się bawić. Strasznie nie lubię głośnych ludzi.
Rodzic Ekspansywny – moje dziecko najważniejsze
Osoby z tej kategorii zapominają, że plac zabaw jest miejscem dla wielu dzieci, bawiących się na nim jednoczęsni. Z reguły ilość urządzeń i atrakcji jest limitowana i czasem trzeba stanąć w kolejne do huśtawki czy cierpliwie zaczekać, aż inne dziecko zjedzie ze ślizgawki. Typ Ekspansywny kieruje się myśleniem – wszystko moje i mojego dziecko. Nie obowiązują go żadne kolejki i pcha dzieciaka na wszystkie możliwe atrakcje nie zważając, że ktoś inny mógłby chcieć z nich skorzystać.
Rodzic Mistrz BHP – nie wolno niczego
Przychodzi na plac zabaw z dzieckiem po to żeby mogło się popatrzeć jak bawią się inne dzieci. Rodzic nie pozwala dziecku na zbytnią nonszalancję – np. zjazd ze ślizgawki czy ulepienie babki z piasku. Wszędzie bowiem czai się niebezpieczeństwo, brud i zarazki. – Uważaj bo uderzysz się w główkę albo Nie idź tam bo się cała wybrudzisz a masz nową bluzeczkę stanowią kanon wypowiedzi rodzica, mistrza bhp.
Rodzic Obojętny – najczęściej występuje pod postacią mężczyzny
Z przykrością stwierdzam, że tym typem jest zwykle ojciec. Jak usiądzie na ławce, to tak siedzi i siedzi, wpatrzony w lekturę gazety motoryzacyjnej albo pochłonięty tym czymś na smartphonie. Puści dzieciaka w wir zabawy i dalej nie interesuje się nim szczególnie. Jest głuchy na błagalne okrzyki swojego dziecka, które tylko pragnie zwrócić na siebie uwagę – Tato, tato patrz na mnie! Tato widziałeś, jak skoczyłem z tego domku? Kiedy już zmęczy się obecnością na placu zabaw, rzuca do dziecka krótkie – Idziemy. I nie ma gadania.
Rodzic Moralizator – wie najlepiej co może Twoje dziecko
– Nie sądzi Pan, że córka jest za mała na zjeżdżalnie? albo – Trochę za wysoko huśta Pan dzieciątko. Zwykle dziękuję za komentarz i zachęcam do skupienia się na zabawie z własnym dzieckiem, które kurczowo trzyma się nogi rodzica. Czasem też mam ochotę pokazać rozmówcy starożytny gest przyjaźni – wyprostowany środkowy palec.
Osobnik Bezdzietny – prawdopodobnie nie jest łowcą talentów do piłkarskiej szkółki z Barcelony
Siedzi i obserwuje, co dzieje się na placu zabaw. Zapytajcie grzecznie, które to jego dziecko. Jeśli jego zachowanie albo odpowiedź wskaże, że jeszcze żadne i przyszedł tylko sobie popatrzeć – bijcie od razu, bez dalszych pytań.
Na większości placów zabaw spotyka się lokalna społeczność. W mniejszym lub większym stopniu wszyscy się znają. Choćby z widzenia. Jeśli pojawia się ktoś nowy lub obcy, nie musi to koniecznie oznaczać, że jego obecność podyktowana jest niecnymi chęciami. Zdarza się jednak, że bywa odwrotnie. Nie bójcie się zagadywać do nieznajomych, którzy przypatrują się bawiącym dzieciom.

