Do lekarza trzeba mieć powód
Na obcym systemie opieki zdrowotnej przyjdzie nam spędzić 40 tygodni ciąży. Przychodnia brytyjska – schludna i nowoczesna. W hallu kawa arabica i sandłicze z majonezem i tuńczykiem. Poczekalnia zatłoczona . No tak, w końcu to „ostry dużur”. Pan ze złamaną nogą, omdlewająca pani, hałasujące dzieci. My, dwójka imigrantów cierpliwie wyczekująca przyjęcia do pielęgniarki. Do lekarza to trzeba mieć powód.
Blisko 2 godziny czekania w wieży Babel i zostaliśmy zaproszeni do pokoju przyjęć. Kilka ogólnych porad, jeszcze jeden test ciążowy i to na tyle. Bez dotykania, badania, etc. Musieliśmy zapisać się na wizytę właściwą do lekarza pierwszego kontaktu. Ten dopiero rozpocznie proces opieki nad pęcherzykiem i przydzieli mu pielęgniarkę / położną (ang. midwives). Kolejny krok to wykonanie USG w 12 tygodni. Rośnij zdrów pęcherzyku! Aha, informuję, że pęcherzyk ma już ok. 7 tygodni.

