Biorąc sprawę na chłopski rozum byłem przekonany, że przez cały okres ciąży małżonkę prowadzić będzie ginekolog. Po wizycie w przychodzi okazało się, że temat pilotować będzie midwife, czyli pani położna. Miła, sympatyczna, posiłkująca się stertą ulotek i słownikiem pojęć medycznych już od pierwszej wizyty. Spotkanie zapoznawcze przebiegało w bardzo ciepłej i przyjaznej atmosferze.

Miało charakter zdecydowanie informacyjny. Podczas ponad godzinnego spotkania midwife przeprowadziła wywiad z małżonką. Dość szczegółowe pytania dotyczyły przebytych chorób i zdrowotnej historii rodziny. Jako, że wyglądam na okaz zdrowia, jedyne pytanie adresowane do mnie brzmiało – czy ma pan inne dzieci? Jakie było zdziwienie kobiety gdy odpowiedziałem: Nie wiem. Konsternacja, drgnięcie kącika warg, ukradkowe spojrzenie na małżonkę. I w ten oto sposób przełamaliśmy pierwsze lody i przeszliśmy z formalnego na koleżeński charakter rozmowy. Midwife zleciła badanie moczu, pierwsze badania krwi, zaaranżowała badanie USG (za 2 – 3 tygodnie w 12 tygodniu ciąży), zmierzyła ciśnienie i zważyła małżonkę. Jako, że jest to pierwsza ciąża, na okres jej trwania przewidzianych zostało około 10 spotkań z tą mega sympatyczną panią.

W ramach badań krwi, które wykluczyć mają choroby typu kiła, HIV czy wirusowe zapalenie wątroby typu B, zdecydowaliśmy się również na test dodatkowy. Wyraziliśmy zgodę na Blood for early Down’s syndrome test, badanie określające ryzyko wystąpienia syndromu Downa. Nie wiedziałem, że możliwość wykonania takiego testu występuje już w tak wczesnym stadium rozwoju płodu. Midwife wyjaśniła, że jest to badanie opcjonalne i wiele par nie decyduje się na nie, czekając cierpliwie przez cały okres ciąży.

Na zakończenie wizyty dostaliśmy folder z materiałami informacyjnymi do przestudiowania. Dla małżonki została założona również „zielona teczka”, w której zbierać będziemy wszystkie informacje z badań i kolejnych wizyt.

Zapomniałem o kwestii dość istotnej. Midwife zaznaczyła, że kochać nadal się można. Tylko uważać trzeba. A jak taki medyczny autorytet mówi, to nie ma co się sprzeciwiać.