Tego wpisu miało nie być
Mieliśmy być na Kubie.
Wczoraj o trynkiewiczu, dziś o walentynkach. Jakoś mi się to gryzło. Poza tym, czułem się trochę skrępowany nagonką z każdej strony, że co to za święto, że spisek masoński, że walentynki są wymyślone przez rząd, żeby kontrolowac zakochanych i kierować naszą świadomością. Strach się było wychylać.
Zrobiło się jednak bardzo przyjemnie, kiedy po powrocie do domu zastała mnie niespodzianka. I mimo, że za oknem pogoda zachęcała tylko do wieszania się, a my zdecydowaliśmy się spędzić ten dzień w domu, to było bardzo magicznie. Pyszny obiad, w roli głównej gulasz wołowy i gnocchi, delektowanie się lodami i oglądanie filmów pod kocem – bombastycznie!
Pomińmy fakt, że jeszcze pół roku temu, mniej więcej na połowę lutego planowaliśmy wylegiwać się na Kubie…
Poczekamy. Polecimy w trójkę 😉





