Nasłuchał się człowiek od znajomych, naczytał w internecie i naoglądał w telewizorni jakie to zachcianki jedzeniowe mają kobiety w ciąży. Jeden jechał 40km do „miasta”, bo instynkt przyszłej mamy domagał się bigmaca. Inny szukał truskawek w styczniu.

Chyba muszę poszerzyć listę moich modlitewnych próśb, by moja druga połowa była nieco mniej wymagająca. Oczywiście, zdrowie dziecka najważniejsze, jednak na ogórkach czy śledziach z dżemem mogłoby pozostać. Do sezonu ogórkowego jeszcze czas. Mam nadzieję.