przeczytasz w 2 minuty

4 lipca w Stanach Zjednoczonych to święto narodowe pełną gębą. Są koncerty, festyny, kolorowe parady, a w niebo puszczane są fajerwerki. Ludzie się cieszą, bo i cieszyć jest się z czego. W końca Stany Zjednoczone Ameryki to kolebka „wszystkiego”, co obecnie konsumujemy od McDonaldsów przez produkty Apple, po twory kultury popularnej jak Miley Cyrus, Eminem i inne bibery. Dlatego nie ma się co dziwić tej radości towarzyszącej tłumom wylegającym na ulicę podczas Independence Day.

My za to mamy tęczę i doskonałą okazję do tego, żeby każdego roku w dniu 11 listopada dać upust negatywnym emocjom. Tego dnia ulice są dla każdego. To czas kiedy aktywują się w nas pierwotne instynkty i doskonała okazja ku temu, by tępić żydostwo, pedalstwo, demonstrantów, anty demonstrantów, policję i wszystko, co wylezie na ulicę. Panie to nie Ameryka – rzecz jasna. To nie Ameryka i Ameryką jeszcze długo nie będzie. Zastanawia mnie jednak, jak długo najlepszą, rodzinną rozrywką tego dnia pozostanie wspólne wypoczywanie przed telewizorem i skakanie z kanału na kanał między jednym marszem, serialami tefałen, a drugim marszem i grillowaniem na tęczy.

Muszę przyznać, że czuję się patriotą. Gdyby było inaczej ciągle zasilalibyśmy skarbiec brytyjskiej królowej podatkami. Czuję się jednak strasznie sfrustrowany tym, że tego dnia, w Dniu Niepodległości jest tak niewiele szczęścia, które przecież mamy okazję czerpać pełnymi garściami. Jestem daleki od rwania koszuli i wykrzykiwania wniebogłosy, w jak zajebistym i niepodległym kraju żyję wraz z rodziną. Nie w tym rzecz.

Zamiast w napięciu na miarę wejściówki z Gumisiów śledzić manifestacje w stolicy, zabierz rodzinę, dziewczynę czy kochankę na spacer, idźcie na lody, na wspólny obiad albo wyjedźcie za miasto. Nie musicie wywieszać flagi, pamiętajcie tylko, że fajnie jest żyć w kraju, gdzie swobodny dostęp do internetu, ciepłej wody czy edukacji jest na porządku dziennym. Bo na ch#! nam niepodległość, skoro nie potrafimy się nią cieszyć?

Zdjęcie: Flickr.com, Justine Jablonska, CC BY – ND 2.0