Ostatnia wieczerza
Potem nie będzie już niczego!
Nastraszyli nas bardziej doświadczeni rodzice, że kiedy pojawia się dziecko nie będzie czasu na nic. Kino, wakacje, seks czy wyjścia do restauracji o tym wszystkim możemy pomarzyć. Ponoć. No to póki małej nie ma jeszcze z nami wybraliśmy się na coś smakowitego do panazjatyckiej restauracji. 150 dań z różnych zakątków Azji. Było smacznie, ale szkoda że nie mieli mielonych.

Małgosia się rozgrzewa.

Lubię zacząć wyjście do restauracji od małego dania na pobudzenie apetytu.

Żyjątka. Pan krab w asyście dwóch królewskich krewetek.

To po lewo to ponoć wołowina. Po prawo prawdopodobnie kurczak. A to żółte na górze to ser paneer.

Łosoś atlantycki złapany przez poławiaczy pereł z Sierra Leone na skraju Rowu Kajmańskiego. A na dole wołowina z grzybkami enoki…

małżowiaki, kreweciaki, łososie

Nie zapamiętałem nazwy ale zakładam, że to chiński pierożek z mięsem kota albo psa, proteinowe galaretki.
Restauracja zaliczona. Czas na kolejne punkty…







