Nie mam czasu na postanowienia noworoczne
bo czeka mnie ambitniejszy plan.
Nowy rok, nowe wyzwania i obietnice składane samemu sobie. Fajek nie palę, więc nie mam czego rzucać. Popijam sporadycznie, więc wątroba nie będzie mi miała za złe, jak utrzymam dotychczasowy poziom. Sportów uprawiam dostatecznie i lepiej zbudowany już pewnie nie będę. Wychodzi na to, że w nowym roku nie ma więc z czego rezygnować i stawiać sobie celów, które sprawią, że przez pierwsze kilka tygodni po sylwestrze poczuję się lepiej, oszukując tak czy inaczej sam siebie.
Mam za to coś lepszego. Cel do zrealizowania w nieco dłuższym okresie. Nie lada zadanie, którego wykonanie wymagać będzie zdecydowanie więcej cierpliwości, niż walka z nałogami czy gubienie poświątecznych kilogramów. Ogromne przedsięwzięcie strategiczne, angażujące każdą wolną chwilę, środki materialne i niematerialne, o których nie śniło się filozofom, zaczyna nabierać kształtów. Za kilka miesięcy będę tatą. Nie takim zwyczajnym, co to kocha i opiekuje się swoją pociechą każdego dnia, spędza każdą wolną chwilę na zabawach i edukacji czy wkłada ogrom energii w to, by jego następca wyrósł na wartościowego człowieka i mógł w życiu robić to, co pokocha i nie bać się mówić tego, co myśli. Wiem, że będę kimś więcej. Nie mam jeszcze tylko pojęcia, jak to sobie wszystko ogarnę.
Czas rozpoczęcia realizacji celu: maj 2012
Zakończenie: koniec XXI wieku
Zasoby: nieskończone
Energia: niespożyta
Cierpliwość: nieznana

