Widziałem się wczoraj z Julią, która w podobnym terminie co małżonka moja Małgosia spodziewa się dziecka. Zwykła, poranna, krótka pogawędka przed pracą. Wymieniając się informacjami o zdrowiu obu dziewczyn przyznałem, że chyba tyję razem z żoną. Myślałem, że mogę liczyć na nieco bardziej pocieszające słowa ze strony Julki niż to, że tycie mężczyzn podczas ciąży jest całkiem normalne. Na starcie powinienem się przygotować na minimum 5kg! Za jakie grzechy, pytam się?!

Zgłębiłem nieco temat i wygląda na to, że tycie to tylko jeden z kilku symptomów, które pojawić się mogą u mężczyzn w okresie ciąży partnerki. Huśtawka nastrojów, zachcianki kulinarne, poranne nudności i Bóg wie, co jeszcze. Całokształt tych doświadczeń, jakie przeżywa facet i towarzyszące temu zachowania, określany jest jako „syndrom couvade”. Wyjaśnień tego zjawiska jest kilka. Że niby zjednoczenie się z żoną i oznaka empatii. Tłumaczy się to również, jako próbę zaspokojenia instynktu macierzyńskiego u przyszłego ojca.

Myślałem, że lata świetlne, które minęły od momentu zejścia człowieka z drzewa, następnie opuszczenia przez niego jaskini, przez zmierzch starożytnych kultur to wystarczająco długo, żeby kuwada nieco przystopowała (przystopował?). Daję głowę, że jest cała masa innych, zdecydowanie bardziej pozytywnych syndromów, których mogę oczekiwać. Tymczasem pozostaje mi codzienne kontrolowanie wagi. Zaczynamy pomiar od 88kg.

Kończąc ten wpis, dowiedziałem się od Małgosi, że słyszała już wcześniej o powyższej przypadłości i ryzyku jej pojawienia się. Dziękuję za ostrzeżenie żono.

Zdjęcie główne: Mike-wise, flickr.com