Rozmawiam wczoraj ze znajomą:

Dziewczyna X: Wiesz, że Trynkiewicz wychodzi?

Radzimir: Wiem.

Dziewczyna X: No i?

Radzimir: No i co? Ktoś dał dupy i zapomnieli mu karę zaktualizować. Wychodzi i tyle.

Dziewczyna X: A nie boisz się, że takich Trynkiewiczów jest więcej i mogą czytać Twój blog?

Aż dla upewnienia się sprawdziłem od razu statystki bloga i dane demograficzne czytelników. Uf, całe szczęście, że zdecydowana większość z nich to kobiety w wieku 25 – 34 lata. Jest też pewien procent facetów, ale zakładam, że to moi kumple, którzy wpadną czasem z nudów zobaczyć czy wrzuciłem nowe zdjęcia mojej uroczej żony. Zostawią lajka i sobie pójdą.

Nie wiem czy ten temat traktować poważnie. Idąc sposobem myślenia mojej koleżanki, równie dobrze można obawiać się, że gwałciciele odwiedzają strony blogerek modowych, a złodzieje – blogi poświęcone motoryzacji, dekoracji wnętrz czy czemukolwiek, co można by było przywłaszczyć. Takich przykładów można mnożyć w nieskończoność.

Nawet jeśli jakiś zabłąkany zboczeniec trafi na mój blog, to odejdzie zrozpaczony i nigdy już pewnie nie wróci. Z reguły umieszczam mało zdjęć, nie zachwycają jakością, a dzieci na nich tyle, co na lekarstwo. Nie sądzę, żeby został dla interesujących tekstów.

W końcu jednak nasza córeczka przyjdzie na świat, a wtedy blog zapłonie od tysięcy słitaśnych fotek maluszka. Jak zacznę dorzucać zdjęcia dziecka, odnotuję pewnie wzmożoną ilość odwiedzin, bo każdy pedofil z niecierpliwością czeka na powstanie nowego bloga parentingowego. Co za bzdura śmierdząca retoryką księdza Natanka: kiedy po dodaniu zdjęć dziecka na blog nagle wzrosną ci statystki wiedz, że coś się dzieje! 

Nawiązując do pytania postawionego na początku tekstu: czy nie boję się więc, że trynkiewiczo – podobny użytkownik internetu wpadnie z odwiedzinami? Będę jak Hugh Jackman w Prisoners.

Na zakończenie. Słyszałem już kilka razy, że prowadząc blog parentingowy, odzieram swoją rodzinę z prywatności i intymności. Pewnie niektórzy z was zgodzą się z tym poglądem. Jednak poziom intymności i prywatności na moim blogu jest niczym w porównaniu z fejsbukowymi galeriami zdjęć kilku moich koleżanek. Waszych pewnie też.

Zdjęcie: Flickr.com,  David~