Wraz z zaokrąglaniem się brzuszka Małgosia coraz bardziej zaczyna wpisywać się w kategorię osoby ciężarnej. Bo przecież nie można już inaczej nazywać kobiety w ciąży.

Rozumiem, że różne rzeczy uszczęśliwiają różnych ludzi, a wiele pań cieszy się, gdy partnerzy pieszczotliwie nazywają je ciężarnymi, ciężaróweczkami i innymi zdrobnieniami pochodzenia wagi ciężkiej. Dlaczego jednak za całkiem normalne uważa się słowo, które może być najzwyczajniej w świecie mało przyjemne dla samej zainteresowanej?

Ciężarną wrzucam do jednego koszyka razem z ojczymem, macochą, pasierbem i konkubinatem. Takie zestawienie, razem czy osobno, lekko podnosi mi ciśnienie i pozwala delikatnie wrzeć krwi. Nie marnujcie swojego czasu na analizowanie mojej psychiki i dzieciństwa, sugerując się powyższą listą mrocznych pojęć. Zamiast tego, nie pytajcie po prostu jak się ma „ciężarna”.

Ciężarna to kobieta, która wygląda jakby połknęła autobus, osoba, której bmi wynosi 50 i więcej czy też dublerka orki na planie Free Willy. Tak to odczytuję i gdyby ktoś powiedział mi: E, patrz na tą ciężarną, niezła laska to pewnie zacząłbym się rozglądać za kimś pokroju mamy Gilberta Grape’a.

Nie obraziłbym się gdyby ktoś powiedział, że mojej żonie w ciąży się lekko przytyło, bo to naturalne, zdarza się. Nie miałbym za złe innych, mniej lub bardziej głupich określeń, jak dwupak, inkubatorek czy nosicielka pasażera na gapę. Kto jak lubi, kto jak woli, kogo co kręci. Można oczywiście też lecieć klasykami, określając kobietę w ciąży, jako brzemienna, przy nadziei czy w stanie błogosławionym. Ciężarna pozostaje na liście słów zabronionych w moim domu. Nie potrafię wydobyć z tego określenia ani trochę miłości, czułości czy ciepła. Jest suche, szorstkie i mnie irytuje.

Nie lubię wyjaśniać wpisów, bo wierzę w inteligencję osób odwiedzających blog. Dla tych, którzy są tu jednak przypadkiem i zdecydują się zostawić komentarz o tym, że się czepiam, wyjaśniam: nie chodzi o to, jak można czy nie można nazywać kobiety w ciąży. Jednak czasem warto pomyśleć, że kobieta w ciąży podatna jest na huśtawki nastrojów i bardzo łatwo zaniżyć poczucie jej samooceny w tym trudnym okresie, właśnie głupimi hasłami.

 Zdjecie: screenshot z filmu Free Willy, rez. Simon Wincer, 1992.