Najlepsiejsze Po Godzinach #5
Po co nam Powstanie Warszawskie?
Mijałem kiedyś na ulicy starszego pana w mundurze wojskowym, z beretem na głowie i dumnie wyeksponowanymi odznaczeniami na piersi. Palnąłem wtedy coś bardzo głupiego w stylu: ale szpan / fest się lansuje na medale. Zanim zdążyłem dokończyć złotą, młodzieńczą myśl, poczułem świst powietrza nadciągający zza mojej głowy, a następnie lekkie pieczenie w okolicy potylicy, jako konsekwencja strzału z otwartej ręki, wymierzonego przez jednego z rodziców, wujków czy dziadków. Nie pamiętam już. Ale nie to jest ważne. Rzecz w tym, że za swoje zachowanie powinienem dostać jeszcze porządnego kopa w dupę i przejechanie skórzanym pasem po plecach. Może dzięki temu człowiekowi i jemu podobnym oraz walce o wolność Polski, którą prowadzili, mogłem tego dnia beztrosko iść na lody? Może te dumnie prezentowane medale zostały mu przyznane w ramach zasług w czasie wojny, a kto wie, nawet za udział w czynie powstańczym z 1944 roku? Byłem wtedy historycznym ignorantem, a zamiast tego, co dziś nazywam dumnie zarostem na twarzy, miałem jeszcze mleko pod nosem.
Kilkanaście lat później miałem okazję dzielić się wiedzą z zakresu historii Polski z uczniami jednej ze szkół w Wielkiej Brytanii. Do tematu Powstania Warszawskiego przygotowywałem się zdecydowanie dłużej niż do pozostałych lekcji. Nie chciałem zaprezentować bowiem swojego punktu widzenia, tylko na podstawie dostępnej wiedzy i źródeł historycznych skłonić moich słuchaczy do refleksji nad wydarzeniem. Nie oczekiwałem od nich zdecydowanego wyrażenia opinii. Jasnego TAK – powstanie było absolutnie konieczne, fantastycznie opracowanie, tylko gorzej z wykonaniem. Czy też mocnego NIE – będącego w opozycji do wszystkich powstańcofilów. Po kilku godzinach zajęć i niekończących się pytań ująłem rzecz następująco: Nie powiem Wam czy Powstanie Warszawskie było dobre czy złe. Czy powinno wybuchnąć i czy było warte takiego poświęcenia i strat. Chciałbym jedynie, żeby każdy z was, z wiekiem wyrobił w sobie własny, emocjonalny stosunek do tego wydarzenia. I pamiętajcie żeby nie dać się porwać wszystkim jarmarcznym zabiegom marketingowym w postaci koszulek powstańczych ze śladami po kulach, kubkach na kawę małego powstańca, przypinek wielkości talerzy i setki innych, bzdurnych gadżetów. Odstawcie też na bok polityczne dyskusje i wplątywanie powstania w programy partii politycznych. Zdystansujcie się od tego wszystkiego. Któregoś dnia, w końcu podejmiecie decyzję czy celebrować dumnie to wydarzenie czy też przejść obok niego obojętnie.

