Klaskaj albo zgiń!
Właśnie odbyłem swój 50 lot samolotem. Nieważne, że wszystkie w ramach tej samej, irlandzkiej linii lotniczej. Ten był wyjątkowy. Po wylądowaniu nikt bowiem nie zaklaskał…
Na chwilę przed lądowaniem zapadła nerwowa cisza. Kiedy już samolot gładko wylądował, muskając kołami powierzchnię płyty lotniska, nikt nawet nie drgnął. Żaden śmiałek nie podjął próby klaśnięcia. Przez chwilę myślałem, że wszyscy czekali aż rozlegnie się dźwięk „trąbki” w głośnikach, jak to bywa po każdym lądowaniu, by dać upust swojej euforii. Ale nie, nic. Zero spontaniczności. Podczas tego lotu dojrzali emocjonalnie pasażerowie podeszli chłodno do sprawy.
Będąc pierwszy raz w tak niespotykanej i jednocześnie niezręcznej sytuacji na pokładzie samolotu, nie wiedziałem, co mam zrobić z rękami. Gdy tylko dotarłem do auta, usiadłszy wygodnie zacząłem bić sobie brawo. Właśnie spełniło się kolejne z życzeń na liście „podróż bez zakłóceń”.
Swoją drogą, siedząc jeszcze na pokładzie samolotu czytałem dla umilenia podróży książkę „The Reader”. Książka znana pewnie głównie dzięki amerykańskiej produkcji filmowej, w której zagrali Kate Winslet i Ralph Fiennes. To taka historia pierwszej powojennej, niemieckiej MILF i jej mrocznej przeszłości (telegraficzny skrót, dla tych, którzy nie lubią jak opowiada im się książki). Jeden z rozdziałów rozpoczyna się tak:
Kiedy w samolotach przestają pracować silniki, nie oznacza to jeszcze końca lotu. Samoloty nie spadają z nieba jak kamienie. Olbrzymie, wielodyszowe samoloty pasażerskie szybują dalej przez pół godziny, trzy kwadranse, by rozbić się później podczas próby lądowania. Pasażerowie nic nie zauważają. Lotu z wyłączonymi silnikami nie odczuwa się inaczej niż z pracującymi. Jest ciszej, ale tylko trochę: głośniejszy od silników jest wiatr, który odbija się o kadłub i skrzydła. W którymś momencie widać przez okno, że ziemia albo morze są zatrważająco blisko. Albo leci jakiś film, dlatego stewardesy i stewardzi spuścili żaluzje. Być może ten trochę cichszy lot jest nawet dla pasażerów szczególnie przyjemny (B. Schlink, przeł. M. Podlasek – Ziegler).
Mając tą świadomość chyba wrócę do klaskania po szczęśliwym lądowaniu…

