Szwedzka przygoda
Bardzo cenię firmę ajkija za ten humorystyczny obrazek na początku dołączonej instrukcji montażu mebli. Samemu smutno się składa, w dwójkę raźniej. Tak to odczytuję. Tak też miało być. Dziś mój tatuator, partner wspinaczkowy i ulubiony artysta wybrał jednak teatr zamiast „szwedzkiej przygody” (jakkolwiek to brzmi). Przyszło mi podjąć tą nierówną walkę ze meblem w samotności. Czego się nie robi bowiem dla kobiety w ciąży.
Walka od początku była nie równa. Deficyt w narzędziach, gorączka i cieknący nos. Operację w tych warunkach logistycznie porównałbym do wyciągania statku concordia.
Już na wstępie, gdy ujrzałem instrukcję zalała mnie kolejna fala gorączkowych potów. Pojawiły się pierwsze wątpliwości. A co będzie gdy się nie uda? Jak nie pomylić części? To potrwa wieczność! Okazało się, że nie taki mebel straszny jak z instrukcji wywnioskowałem.
Niestety, nie udało mi się złamać rekordu świata. Pobiłem natomiast personal best i komoda stanęła po 3 godzinach. Dwa dni po trzy godziny, dla ścisłości. Tradycyjnie już zostało sporo dodatkowych śrubek. Całość prezentuje się olśniewająco. I co, że ze Szwecji. Jestem bohaterem.
Teraz czekam, aż moja ulubiona szwedzka firma zorganizuje rodzinne zawody w składaniu mebli na czas. Podejmę wyzwanie.














