Sezon zachcianek kulinarnych w pełni. 

Problem jest tylko jeden. Zachcianki kulinarne są moją inicjatywą. Gosia zachowuje całkiem przyzwoite nawyki żywieniowe. Nie wiem jak działa ciąża, ale na pewno ma jakiś wpływ na apetyt faceta. Ciągle chodzę głodny i testuję co chwilę oświetlenie lodówki. Na śniadania jem jakieś wymyślne muesli z 50 rodzajami zboża i owocami suszonymi. A jak mi mało, to do płatków owsianych dorzucę sobie dwa mini batoniki Mars. No może trzy i jeden Milky Way. Przed obiadem wrzucam mały jogurt, a jak nikt nie widzi to wykradam Actimel z lodówki. Rozpusta.

ziemniaczki po bombajsku

Ostatnio znowu mnie opętało i zamiast wcinać makaron na 101 sposobów, jako ulubioną dawkę węglowodanów do obiadu, postawiłem na ziemniaczki po bombajsku (dla tradycjonalistów: kartofle z przyprawami na ostro). Wybuchowa mieszanka przypraw, wyrazisty aromat i ogień w gębie. Smakują tak jak się nazywają, iście bombowo. 

ziemniaczki po bombajsku

Mała uwaga. Do ziemniaczków po bombajsku nie startujcie bez szklanki mleka obok. Mogą okazać się lekko ostre. 

Za przepisem poszperajcie na pierwszym lepszym serwisie albo blogu kulinarnym. Jeśli nie, odsyłam wprost na stronę brytyjskiego dyktatora zdrowego żywienia Jamiego Olivera.