Sprawdzony prezent na pamiątkę z dzieciństwa.

Kilka weekendów temu, podczas rodzinnego grillowania, miało miejsce wydarzenie doniosłe, wiekopomne, na które czekałem ponad 20 lat z kawałkiem. Moja Mamita przekazała mi rzeczy, które troskliwe zbierała w czasach, kiedy robiłem w pieluchy. W pieczołowicie zapakowanym zestawie znalazły się pierwsze śpioszki, śliniak, kaftanik, wdzianko z chrztu, oldschoolowa czapeczka i opaski ze szpitala.

Kiedy tak sobie przymierzałem każdy z ciuszków po kolei (uwaga: spożywanie alkoholu podczas grillowania prowadzić może do głupich pomysłów) zacząłem wyobrażać sobie jak to było, kiedy byłem takim małym, tłuściutkim bobasem. Ile to energii i cierpliwości moi rodzice musieli poświecić, żebym każdego dnia miał wytartą i pięknie wypudrowaną pupę, pełny brzuszek i uśmiech na twarzy. Oczyma wyobraźni sięgnąłem również do lat 80′, analizując panującą w tamtych czasach modę dziecięco – wózkową. Niby było tak szaro, a jednak kolory tęczy rządziły w mojej garderobie (to zdanie nie ma drugiego dna).

Z jednej strony można powiedzieć, że to tylko kilka drobnych pamiątek z dzieciństwa, nic szczególnego. Z drugiej natomiast patrząc na te wszystkie rzeczy z perspektywy miejsca w życiu, w którym się teraz znajduję i roli – męża / ojca, jaką pełnię, jest w nich coś magicznego. Mały ciuszek czy opaska ze szpitala pozwalają mi cofać się wspomnieniami tak daleko, jak to tylko możliwe. Zatrzymuję się na oglądaniu filmu Kingsajz, kiedy miałem jakieś 4 latka. Przypominam sobie przeprowadzkę do nowego mieszkania, karmienie ptaszków w drodze do przedszkola, pierwszą wizytę Mikołaja. Niesamowity aktywator wspomnień. Tych najlepszych – bo takie miałem dzieciństwo.