Top 5 filmów, których nie obejrzę z żoną
Ostatnimi czasy oglądamy coraz więcej filmów. Deszczowe dni i długie wieczory nie zachęcają do innych aktywności. Zresztą, co miało być zrobione już zostało 😉W naszym kilkuletnim związku zazwyczaj udaje nam się pogodzić gusta filmowe i z reguły wybieramy produkcje, które w zadowalającym stopniu spełniają oczekiwania każdego z nas. Wśród obejrzanych filmów znajdują się co prawda takie, których Małgosia nigdy mi nie wybaczy, jak: Obcy vs Predator 2 (3 a może 4?), na który wybraliśmy się do kina w ramach darmowych biletów czy seria filmów o „potworkach” (Wzgórza mają oczy i Zły skręt).
Jest jeszcze druga strona medalu. Filmy, do oglądnięcia których jestem regularnie zachęcany, a które regularnie i kategorycznie traktuję ostrym: nie. To ta sfera w związku, w której poświęcenia nie istnieją. Bynajmniej z mojej strony. Małgosię zawsze uda mi się namówić na filmy różnego kalibru, obiecując wartką akcję, dramaturgię scen czy cięty dowcip. No za wyjątkiem „potworków”…
TOP 5 FILMÓW, KTÓRYCH NIE OBEJRZĘ Z ŻONĄ
- Filmy z Hugh Grantem (czy innym tego typu amantem). Jakiekolwiek – stare, nowe czy te, które jeszcze nie były emitowane. Słysząc tytuł filmu, zawsze pytam o rolę męską. Nie ma Granta, film awansuje do następnego etapu.
- Filmy z serii „familijne”. „Małe kobietki”, „Ania z zielonego wzgórza” – filmy z dzieciństwa Małgosi. Za każdym razem gdy słyszę o nich, utwierdzam się w przekonaniu, że nieświadomość ich istnienia sprawiła, że moje dzieciństwo było na full wypasie.
- Filmy ze słowem „miłość” w nazwie. Jest to bardzo szeroka kategoria, reprezentowana przede wszystkim przez komedie romantyczne. Oglądając produkcje z tej kategorii chyba nie wiedziałbym na czym się skupić – czy na wątku komediowym czy romantycznym.
- Filmy, które Małgosia oglądała już 50 razy i zna dialogi na pamięć.
- Stare bajki Disney. Po prostu nie lubię.

