Nie kończąca się historia
Jakie macie najlepsze wspomnienia związane z babcią? Dla mnie absolutnym hiciorem są kanapki z szynką i serem, krojone w małe kwadraciki (nazwa operacyjna: wagoniki dla Radeczka) z kropelką keczupu Tortex. Taki iście królewski zestaw był specjalnością mojej babci w czasach kiedy siedziałem na dywanie i zwisały mi z niego jeszcze nogi. Druga z moich babć to zupełnie inne klimaty. Wieś, las, rzeka, ogniska i poranki, rozpoczynające się pianiem koguta. Jest w tym wszystkim jedno wspomnienie, którego nie jest w stanie wymazać najlepszy specjalista od socjotechniki, manipulowania świadomością czy pierdół związanych z hipnozą.
W czasie Zimy w Mieście (to taka akcja dla dzieciaków, które ferie zimowe spędzają w domu) w lokalnym kinie grali jakiś super hicior. Jako zapalony fan najnowszych produkcji (każdego gatunku) nie mogłem tego przegapić. Babcia, oprócz biletu, który mam nadzieję nie uszczuplił znacząco jej emerytury, przygotowała mi na wyjście małe co nieco. Nie zwracałem zbytnio uwagi na to, co wkładała mi do plecaka, ale zapach był tak kuszący, że zanim dotarłem do kina zdążyłem zbadać zawartość zawiniątka. 3 racuchy. Dokładnie 3. Nie 4, 5, czy 19. Trzy, czy, tczy. Niby nic a jednak! Ciepłe, pachnące, miękkie i posypane obficie cukrem pudrem. Tylko trzy i aż trzy! Kiedy ponownie otworzyłem sreberko na sali kinowej świeży zapach racuchów ściągał na mnie zawistne spojrzenia innych dzieci, którym dane było zajadać się paluszkami i jakimiś śmieciowymi płatkami kukurydzianymi czy innym ciulstwem. Byłem gość!
Zamykając oczy potrafię wrócić do tamtej chwili i przywołać nawet najdrobniejsze szczegóły. Pamiętam, że 3 racuchy wystarczyły mi na cały film ( 1 racuch / ok. 35 minut). Tak je celebrowałem!
Babci, mistrzyni racuchów i prawdziwych, wiejskich śniadań nie ma już z nami. Nie miałem nawet okazji się z nią pożegnać. Chciałbym żeby wyszło inaczej ale nazywamy to po prostu „życiem”. Zostało za to coś innego – miłość do racuchów, które z każdym kęsem przywołują mi wspomnienia związane z wakacjami / feriami właśnie u babci. Został także film, który wtedy oglądałem. Z perspektywy czasu wydaje się czymś tak absurdalnym i abstrakcyjnym, że tylko człowiek po silnej kuracji lsd mógłby coś takiego napisać. Ale to nie ważne. Bo oprócz filmu pojawiła się w naszym domu również książka. Nie kończąca się historia, którą dostaliśmy od Droszki, przyjaciółki rodziny, najlepsiejszej koleżanki ze studiów. Nie kończąca się historia ciągle trwa i trwać będzie, bo właśnie zaczęliśmy czytać ją naszemu Miaszkowi każdego wieczoru, przed snem.


