Patrząc na ilość wpisów we wrześniu mam wyrzuty sumienia. Nie napisałem połowy rzeczy, które miałem zaplanowane, a druga połowa wyleciała mi z głowy. Cała przeprowadzka, urządzanie się, nowe miejsce i niekończące się wyzwania skutecznie ograniczyły czas, jaki poświeciłem na pisanie tekstów. Z drugiej strony spoglądając na zestawienie tych 10 wpisów, które zamieściłem w ubiegłym miesiącu, myślę sobie, że nie było tak źle. We wrześniu zakres poruszanych tematów był tak szeroki jak chyba nigdy dotąd. Książki, gadżety, nianie, geje, przedszkolanki, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. To tak w dużym skrócie. Poniżej więcej szczegółów w temacie Najlepsiejsze we Wrześniu.

Miesiąc otwierał wpis zatytułowany Pan Przedszkolanka. Wychodząc od przewrotnego pytania: gej, pedofil czy nienormalny jakiś (słodko, co?) pochyliłem się nad tematem faceta – przedszkolanki. Głębszy sens wpisu nie został niestety rozwinięty w komentarzach. Naraziłem się za to nauczycielkom wychowania przedszkolnego, które odważnie i otwarcie zabrały głos w debacie, że żadne z nich przedszkolanki. I racja. Nauczyciel wychowania fizycznego to przecież też nie wuefista.

Tonując negatywne emocje, które pojawiły się w komentarzach, przerzuciłem się na wpis o jedzeniu. To kolejna próba połączenia bloga rodzicielskiego z kulinarnym. Tekst cieszyły się sporym zainteresowaniem (zgaduję, że z uwagi na zdjęcie imponującej potrawy) więc przypominam raz jeszcze: wrażenia po obiedzie w Kompanii Kuflowej.

Jako, że blog z nazwy poświęcony jest rodzicielstwu, także i w tym temacie powstały dwa wpisy. Pierwszy traktował o rozwoju niemowlaka w 4 miesiącu życia, drugi natomiast to pean ku chwale zagęszczacza do mleka, który pokonał problem ulewania w naszym domu.

Wrzesień to także miesiąc, w którym na blogu pojawiła się zupełnie nowa kategoria gadżety. Zestawienie wpisów otwierał post o „rewelacyjnej” metodzie namierzania dziecka, gdziekolwiek się znajduje. Z tym urządzeniem bez problemu odnajdziesz zagubione dziecko. Ty albo ktoś inny. O elektronicznej smyczy dla dziecka za „piątaka” czytaj tutaj. A dla spragnionych wideo mamy kolejny film z serii #Miaszki.

Na zakończenie miesiąca wrzuciłem wpis z serii Najlepsiejsze Po Godzinach.  Tym razem było o książce, którą trzeba zniszczyć. Za wszelką cenę.  Pozostając w temacie książek popełniłem też jeden, bardzo sentymentalny wpis. O książce, która przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, babcię i zapach racuchów. To Nie kończąca się historia.

Zdjęcie: Flickr.com, Torbus, BY – ND 2.0