Czy na pewno chcesz być z partnerką przy porodzie?

Tydzień temu pisałem, że szkoła rodzenia to zajęcia obowiązkowe dla każdego faceta. Po wczorajszej lekcji muszę nieco zweryfikować to odważne twierdzenie. Ale od początku.

Oprócz „suchej teorii”, plan sobotnich zajęć w szkole rodzenia przewidywał również zajęcia praktyczne z zakresu technik relaksacyjnych, ćwiczeń oddechowych oraz planowania przestrzennego pokoju dla dziecka. Techniki relaksacyjne wyłożone zostały przez występującą gościnnie fizjoterapeutkę. Bardzo szczegółowo wprowadziła nas w temat mięśni Kegla – identyfikacja, położenie, ćwiczenia na wzmocnienie. Wygląda to co najmniej dziwnie, kiedy widzi się 20 oczekujących na dziecko rodziców i każdy z nich próbuje spinać partie mięśni opisywane przez fizjoterapeutkę. Kobiety podeszły do zadania całkiem poważnie. Miny mężczyzn były za to bezcenne. Pewnie sam wyglądałem, jak cyrkowa małpa z ogromnym skupieniem na twarzy przy wykonywaniu ćwiczenia.

Kolejnym ćwiczeniem, które ułatwić ma przyszłym mamom powrót do formy po porodzie, była seria ćwiczeń w „parterze”. Kiepsko to wyglądało. Fizjoterapeutka nie miała już tej młodzieńczej gibkości, toteż prezentowane ćwiczenia oglądało się z nieco mniejszym zainteresowaniem, niż pierwsze odcinki Chodakowskiej. Wątpię, by panie wyniosły z tej części zajęć coś nowego.

Najdłużej ze wszystkich zaprezentowanych tego dnia ćwiczeń, trwało praktykowanie technik oddechowych. Wdech, wydech. Krótki „sssss” przy wydechu, nieco dłuższe „huuuuuu” i absolutny hicior „fu fu fu fu fu”. Rekordzistka zrobiła aż 32 „fu fu…” zanim zabrakło jej powietrza w płucach. Zastanawiam się, ile z tego pamiętać będzie Małgosia podczas porodu. Pewnie i tak kontrola oddechu wychodzi najlepiej, kiedy wyrzuca się z siebie strumień przekleństw na partnera.

Na obrazku, który dostaliśmy, wskazać można co najmniej 8 nieprawidłowości. Wszystkie one prowadzić mogą do tematu, który wciąż pozostaje tabu - śmierci łóżeczkowej. W tym zakresie zostaliśmy również poddani odpowiedniej edukacji.

Na obrazku, który dostaliśmy, wskazać można co najmniej 8 nieprawidłowości. Wszystkie one prowadzić mogą do tematu, który wciąż pozostaje tabu – śmierci łóżeczkowej. W tym zakresie zostaliśmy również poddani odpowiedniej edukacji.

Na zakończenie wykładu położna nakreśliła nam sposób, w jaki niemowlak przychodzi na świat, dość szczegółowo opisując kwestie zmian zachodzących „tam, na dole”. Zanim przyszło do pokazywania slajdów z akcji porodowej, prowadząca uprzedziła lojalnie nas, mężczyzn aby „NIE patrzeć”. Podświadomość nie przetwarza zaprzeczeń – proste. Więc, kiedy przyszło do projekcji małych główek, dzielnie wychodzących na świat, 10 facetów gapiło się na ścianę, jak afrykańskie dzieci na śnieg. Po chwili, kiedy pierwszemu z nas udało się wyrwać z otępienia, dało się się słyszeć jęki rozpaczy i pytania: jak, dlaczego, po co? Kilku musiało napić się wody, jeden otworzył okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza, inny zaczynał obgryzać paznokcie u stóp.

Za akcję porodową każda kobieta powinna odbierać certyfikat super – bohaterki. Facet nie zasługuje nawet na miano asystenta.

Zdjęcia: mindful mum