Koleżanka w pracy pyta się mnie czy słyszałem o Deklaracji Wiary? Coś mi tam w głowie zaświtało, jakaś regułka odklepana przy okazji pierwszej komunii.
– Nie – mówi, – to deklaracja podpisana przez lekarzy w naszym kraju, której sygnatariusze zobowiązują się przedkładać prawo boskie nad prawem ziemskim, czy coś takiego.
– Ale że co? – pytam.
– A no to, że nie zrobią niczego co jest niezgodne z ich przekonaniami, wiarą czy sumieniem.
– Ja jebie, średniowiecze…

Po powrocie do domu zrobiłem mocną kawę i zacząłem googlować temat. Po przeczytaniu całej deklaracji stwierdziłem, że kofeina nie pomoże i do tematu nie można podejść na trzeźwo. Dolałem symboliczną „setkę” rumu, whiskey czy spiritiusu, już nie pamiętam. Ale do rzeczy.

Czym jest deklaracja wiary, jakie sa jej główne założenia, jakie wynikają z niej korzyści dla samych pacjentów, a co stanowi zagrożenie? Żeby podejść do tematu w miarę dobrze przygotowanym przejrzałem nawet notatki z zajęcć filozofii, które miałem na studiach. Nic, kompletnie nic. Całe studia o dupę rozbić bo temat, który przyszło mi ogarnąć dobrze opisują jedynie słowa Szekspira: Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło.

Żeby wiedzieć dokładnie, o co ten cały raban i dręczenie biednych lekarzy katolickich, przeanalizujmy każdy z punktów deklaracji wiary. W zasadzie cały wpis mógłby opierać się ma wymienianiu po kolei absurdalnych sytuacji, które wynikają z działania w imię deklaracji wiary. Ograniczę się tylko do niezbędnego minimum.

I
Wierzę w jednego Boga, Pana wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

Spoko. Też mógłbym zostać sygnatariuszem tego czy podobnego dokumentu. Nie ma tak strasznie. Lecimy dalej.

II
Uznaję, że ciało ludzkie i życie, będące darem Boga, jest święte i nietykalne (…)

Zaczyna robić się całkiem ciekawie. Od tego momentu do chirurga przychodzimy tylko na konsultacja, bez szczegółowych oględzin. Operacja prowadzą wskazani asystenci – najlepiej ci niewierzący, bo łatwiej i sprawniej będzie im ciąć. Zęby natomiast wyrywany samemu, instruowani przez telefon, bez bezpośredniej ingerencji dentysty – sygnatariusza. Panowie i Panie albo precyzuje słowo nietykalne albo kontynuuję paradę absurdów?

(…) moment poczęcia i zejścia człowieka z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga

Deus vult – Bóg tak chce. Ostatni raz z takim hasłem spotkałem się w liceum przy okazji uczenia się o wyprawach krzyżowych. To, że urodziła się Mia odbyło się nie wątpilwie przy udziale siły wyższej, która nad nami czuła. Ale nie ma takiej opcji, że gdybym spotkał na swojej drodze kobietę – nazwijmy to dyplomatycznie – nie w moim typie, ta sama siła wyższa zachęciłaby mnie do rozpoczęcia procedury poczęcia. Zakładam, że to samo stwierdzenie odności się również bezpośrednio do in vitro. Jak udowodnić, że to właśnie nie siła wyższa sprawiła, że para zdecydowała się na ten krok? Panie doktorze, rozmawiali my z szefem, tam na górze i powiedział, że in vitro jest spoko i nie ma nic przeciwko. A pan? Domyślam się, że część o zejściu z tego świata dotyczy eutanazji. Nie chce mi się o tym pisać. Tak po prostu.

III
Punkt tak długi i obwarowany trudnymi słowami, że rozbolała mnie głowa. Dolewam kolejną, symboliczną setkę do kawy. Na uwagę zasługuję końcówka tej części deklaracji:

(…) powołanie do  rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim  świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów (chyba chodzi o męskie i żeńskie organy rozrodcze) , które stanowią  sacrum w ciele ludzkim.

Osobom pozostającym w wolnych związkach, żyjącym na kocią łapę, konkubentom i konkubinom pozostaje jedynie masturbacja. Żyjąc poza sakramentem małżeństwa narządy płciowe nie działają. Z perspekty tego punktu czuję się wybrańcem i dumnym posiadaczem sacrum. A jak!

IV
Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

Łapówka TAK, aborcja NIE. Idealne hasło podsumowujące kwestię sumienia. Idąc schematem myślenia, zawartym w powyższym punkcie, lekarz może odmówić prawa leczenie np. dziecka w stanie zagrożenia życia, jeśli to zostało poczęte w związku nie złączonym sakramentem małżeńskim? W końcu rodzice nie byli współpracownikami Boga w dziele stworzenia. Zero tolerancji dla samowolki.

Rozwijając temat sumienia. Kojarzycie te panie, co to stoją często przy drogach, ubrane w oczojebne stroje (albo też częściowo nagie)? Otóż one nie zbierają jagód. Zajmują się profesją, która uchodzić może za niegodną, odrażającą, diabelskie praktyki, etc. Co w przypadku gdy taka pracownica na skutek wypadku, wpisanego w ryzyko zawodowe, wymagać będzie natychmiastowej interwencji lekarza? Z miejsca mogę pokusić się o wymienienie 100 argumentów, które nie są w zgodzie z moimi przekonaniami. Pech?

Przykłady są tak samo absurdalne jak powyższe stwierdzenie. Pamiętam przypadek lekarza, który postępując w zgodzie z własnym sumieniem przeciął kobiecie jajowody, skazując ją na dożywotnią bezpłodność. O ile się nie mylę sprawa miała rozegrać się w sądzie. Pewnie gdyby podpisał deklaracje, miałby dobrą linię obrony.

V
Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim 
– aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji, 
– potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

Aż dziwie się, że taki zacny i nowatorski dokument nie jest objęty patronatem toruńskiej rozgłośni radiowej. Dyrekcja chyba przegapiła dobry moment żeby wskoczyć na falę popularności. Uznanie prawa Bożego nad prawem ludzkim – welcome to średniowiecze. Przyjmując, że to kościół jest instytucją, która czuwa nad przestrzeganiem i stosowaniem się do prawa Bożego, wyznacznikiem tego co robić można, a co nie będzie niedzielne kazanie.

Podoba mi się również kwestia o narzuconych, antyhumanitarnych ideologiach. Ostatnią rzeczą jaką była mi w życiu narzucona to mandat za brak dowodu rejestracyjnego. Jak na litość boską człowiek, oświecony i nowoczesny obywatel, żyjąc w jeszcze bardziej nowoczesnym i oświeconym społeczeństwie może dać sobie narzucić jakąś ideologię? A skoro nic nie jest narzucone, to wobec czego się przeciwstawiać?

VI
Uważam, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze  katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności  w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

  • Uważam, że mam prawo wiedzieć, który lekarz przystąpił do deklaracji wiary.
  • Uważam, że mam prawo prawo wiedzieć, który lekarz świadomie godzi się występować przeciwko ustawodawstwu swojego kraju.
  • Uważam, że mam prawo wiedzieć, który lekarz stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia mojego oraz mojej rodziny.

Skończyła mi się kawa. Dolewam trzecią, symboliczną setkę i reasumuję. Postuluję gorąco aby deklarację wiary podpisali również strażacy, policjanci, przedstawiciele kolei (państwowych i prywatnych) oraz skarbówka. Amen.