Nie od dziś wiadomo, że dla zdrowia związku i dobrych relacji małżeńskich dobrze jest spędzić trochę czasu oddzielnie. Babskie wieczory i niekończący się shopping z jednej strony, z drugiej – aktywności wybierane jedynie przez mężczyzn np. wieczory z poezją i kinem Nowej Fali czy bardziej plebejskie rozrywki, jak łapanie aligatorów gołymi rękami. Kogo co uszczęśliwia, morał jest jeden: warto spędzać czas osobno, nawet podczas ciąży.

Połączeniem przyjemnego z pożytecznym może okazać się kultywowanie aktywności fizycznej osobno (nie mylić z na osobności czy w samotności. Czyj mózg zdążył już uruchomić negatywne konotacje z tym związane?). Nie będzie to zdanie na miarę odkrycia naukowego, ale czasem sport, który przypadł jednemu z małżonków do gustu może nie do końca spełniać oczekiwania drugiej połowy. Nie ma co się zmuszać, bo uprawianie sportu to przecież sama przyjemność.

Dziś mieliśmy dzień z serii „Popołudnie dla siebie”. W ramach tego autorskiego, małżeńskiego programu popołudnie spędziliśmy osobno, oddając się ćwiczeniom fizycznym o zbawiennym wpływie na nasze „boskie” ciała. Małgosia, jak na pro – mamę przystało, kontynuuje zajęcia na krytej pływalni. Pokonując kolejne baseny stylem klasycznym poprawia swoją wytrzymałość, której test zacznie się wraz z nadejściem wiosny. 

ścianka wspinaczkowa

Aktywny, przyszły tata skłania się natomiast ku rozrywkom o nieco mniej przyziemnym charakterze. Ścianka wspinaczkowa raz w tygodniu dla wyrobienia krzepy i wyzbycia się lęków. Wierzę, że to dobry kierunek, by przygotować się fizycznie na przyjście potomka. Dodatkowej siły i zwinności nigdy dość, szczególnie, gdy przyjdzie mi zmierzyć się z takimi karkołomnymi zadaniami, jak zmiana pieluchy jedną ręką czy wyniesienie 17 siatek zakupów z samochodu, trzymając nosidełko w ręce i wózek w zębach. 

Zapowiada się smerfastycznie! Walczymy jednak dzielnie, bijąc kolejne rekordy w ramach wybranych aktywności fizycznych.