Wybraliśmy imię dla naszego robaczka.

Gdyby maluszek był chłopcem nazwalibyśmy go Franciszek. Nie ulegliśmy papieskiej modzie, bo o imieniu tym myśleliśmy zanim jeszcze podjęliśmy decyzję o przedłużeniu drzewa genealogicznego rodziny. Dlaczego Franciszek? Wystarczy rzut oka na historię i odpowiedź nasuwa się sama.

Franciszek Pizarro – facet wbił sobie do głowy, że gdzieś tam w Ameryce Południowej jest kraina złotem i miodem płynąca. Zapakował 200 typa na statki, wylądował na nieznanym terenie, podbił imperium Inków i wszyscy go do dzisiaj pamiętają.

Franciszek z Asyżu. Święty, a na dodatek prekursor ekologii – tak wikipedia podaje. Takie połączenie to dopiero coś. Ponadto za dzieciaka zamiast do kościoła wolałem chodzić na msze do Franciszkanów. Dla ładnych dziewczyn z pierwszej ławki i porywających kazań oczywiście.

Franciszek Beckenbauer. Może Niemiec nie jest najlepszym przykładem, w końcu to wróg. Ale przyznać trzeba, że ten zawodnik Bayern Monachium to prawdziwa piłkarska legenda. A że Niemiec, no trudno.

Franciszek Farbregas. Moja żona mówi, że przystojny. Ja, że całkiem przeciętny z niego zawodnik.

Franciszek Goya. Kojarzysz obrazy Ciuciubabka, Księżna Alba, Sabat czarownic albo Kanibale? Ja też nie bardzo. Ale nie wiedzieć kim był Goya, to tak jak zapomnieć, że Majkel Jackson był biały.

Franciszek Liszt. Nie dostał może żadnej platynowej płyty ani nagrody Grammy, ale kilka klasyków skomponował. Słucham od czasu do czasu, popijając poranne late z mlekiem sojowym i zagryzając kruosantem z marmoladą.

Franciszek (papież). Właściwie to czemu nie Jorge Mario Bergoglio? Coś mi nie pasuje w tym Człowieku Roku 2013 magazynu Times. Za spokojny jakiś.

i na zakończenie

Franciszek Paragi. Węgierski lekkoatleta, legenda lat 70 i 80 XX wieku w rzucie oszczepem. Znajomi mówią, że był dobry. Wikipedia milczy.

Jak widać, historię piszą zwycięzcy. Ta historia byłaby zupełnie inna. Gdybyśmy mieli chłopca, nazwalibyśmy go Franciszek ponieważ…

To Franciszek przetrwał 3 lata w Czarnomorskiej Flocie, wcielony jako młodzieniec do Armii Radzieckiej. To Franciszek nauczył mnie jeździć samochodem, kiedy miałem 14 lat. Każdej niedzieli ruszaliśmy w trasę przez las małym fiatem w kolorze kości słoniowej. To Franciszek kupił mi pierwszy komputer z prawdziwego zdarzenia, który w tamtych czasach kosztował fortunę. To Franciszek zbudował mi domek na drzewie, który wyglądał lepiej niż te tandetne drewniane konstrukcje z amerykańskich filmów o dzieciach dla dzieci. To Franciszek otwiera każdą kolację wigilijną uroczystym przemówieniem i życzeniami dla całej rodziny. To Franciszek robi najlepsze tosty na świecie i mimo, że każdego roku przypala je coraz bardziej to wciąż smakują wyśmienicie. Franciszek to mój dziadek. Jedyny, którego pamiętam i który jest z nami odkąd pamiętam. Pierwszy raz w karierze Franciszek będzie pradziadkiem. Franciszek nie czyta blogów, bo nie ma na to czasu, ale za to wie, że go kocham. Nawet bez tego wpisu.

Sytuację zmienia jednak fakt, że zamiast chłopczyka będziemy mieli małą księżniczkę, dla której wybraliśmy imię Mia. Bez żadnej zbędnej filozofii, ciekawostek przyrodniczych i opowiastek około historycznych. Nasza córka będzie miała na imię Mia. Nie mija, mijeczka, mijka, mijunia. Po prostu Mia.

Mia

Na internecie piszą, że imię Mia nadawane jest przez rodziców, którzy wyszukanym imieniem dla dziecka pragną wyleczyć swoje kompleksy, podnieść status społeczny czy zaoferować dzieciaczkowi lepszą przyszłość. Opiniotwórcze forumowiczki przekonują również, że to młode mamy po szkole zawodowej, bez perspektyw na życie, nazywają swoje córeczki Mia – bo brzmi tak zagranicznie, jak z amerykańskich filmów. Na szczęście moja Małgosia łamie ten stereotyp… uff. No cóż, chyba musimy się z tym pogodzić. Albo nie, lepszym pomysłem jest mieć jednak głęboko w dupie to, co piszą.

Mia dołączy do nas za 6 tygodni. I nie mogę się doczekać!

Mia