wywalanie kasy w błoto?

Dziwię się rodzicom, którzy nie chcą zdecydować się na badanie usg 3D. Czy na prawdę do pełni szczęścia wystarcza im czarno – białe zdjęcie ze standardowego badania 2D? Rozumiem, że część rodziców nie ma takiej możliwości lub nie jest jej świadoma. Ale jak dają, to czemu nie brać?

Najczęstszy argument to pewnie cena. Że za drogo. Jeśli już teraz żałujesz kasy na pierwsze wspomnienia związane z dzieckiem, to zaczynam mu współczuć. Poza tym, kosmiczna cena zdjęcia usg 3D to jakaś miejska legenda. Razem z wizytą u ginekologa za zdjęcie 3D zapłaciliśmy 100 PLN. Dla jasności – wizyta miała miejsce w prywatnej przychodni ginekologicznej, w cywilizowanych, europejskich warunkach.

Nie chcemy znać płci. To zamknijcie oczy na czas badania i poproście, by lekarz dał wam znać, jak zacznie oglądać twarz dziecka. W temacie płci nasz lekarz ginekolog okazał się prawdziwym mistrzem ciętej riposty. Byłem lekko spóźniony na umówioną wizytę u ginekologa i doktor zaczął przeprowadzać usg 3D zanim się pojawiłem. Wpadłem w momencie, gdy na monitorze kosmicznej aparatury komputerowej pojawiły się nieco zamazane rysy twarzy. Zapytałem lekarza czy to już pewne, że mamy dziewczynkę. Odpowiedź była miażdżąca: Proszę pana, po twarzy ciężko stwierdzić.

Kiedy zjechał niżej okazało się, że zdjęcie 3D rozwiewa wszystkie wątpliwości związane z płcią dziecka. Również wasze wątpliwości. Jeśli nadal nie wierzyliście lekarzowi, że to chłopiec / dziewczynka teraz będziecie mogli przekonać się czarno na białym. Siusiak czy nie siusiak, w wersji 3D nie pozostawia żadnych złudzeń.

Nie chcemy ingerować w prywatność dziecka. To nie decydujcie się nawet na badanie 2D, a ciążę trzymajcie w sekrecie.

Reasumując. Ogarnięty lekarz sprawdzi najważniejsze rzeczy związane z prawidłowym rozwojem dziecka, wykonując podstawowe badanie usg. To fakt. Ale jeśli cieszyliście się na widok fasolki na pierwszym, czarno – białym zdjęciu z usg to badanie 3D pomnoży tą radość milion razy. Radość, niesamowitą radość. Gorący przypływ szczęścia, które wypełnia was od środka. I to poczucie dumy, gdy na monitorze pojawia się mały człowieczek, wasze dziecko. Widzicie jak się porusza, jak zasłania się rączką, jak wkłada piąstkę do buzi, nawet pierwszy uśmiech. Pewnie znajdzie się ktoś, dla kogo wciąż nie warto.