Na Instagramie, pod jednym ze zdjęć, nawiązała się rozmowa trochę to o ząbkowaniu trochę o nieprzespanych nocach. Czytając niektóre z komentarzy jeszcze bardziej umocniłem się w przekonaniu, że mamy mega szczęście mogąc cieszyć się pełnymi 8 godzinami snu, a w weekendy nawet 12! Nie wiem jak udało nam się to osiągnąć, ale na prośbę jednej z mam spróbuję przeanalizować wszystko od początku. Może urodzą się z tego jakieś wskazówki, które pozwolą rodzicom zmrużyć choć na chwilę oczy.

Każde dziecko jest inne – i pewnie wychodząc z tego założenia wiele osób twierdzi, że nie ma złotego środka aby maluch przesypiał całą noc całą noc.

Myślę, że zanim zaczniecie lekturę poniższych wskazówek, muszę zaznaczyć, że nasza córka była karmiona naturalnym pokarmem około 2 miesiące. W tym czasie nieprzespane noce były normą, ponieważ mała jadła „na żądanie”. Niezależnie od miejsca, pory dnia czy warunków atmosferycznych.

Poniżej zestawienie kilku wskazówek, które uważam za ważną część naszego małego „sukcesu” i przesypianych nocy.

Nie „lulamy” na rękach

Wyrodni rodzice z nas, co? Żeby nawet tak dziecka nie wziąć na ręce i ukołysać do snu. Nic bardziej mylnego. Pierwsze 2 – 3 miesiące były dość ciężkie i „lulanie” na rękach stanowiło nieodłączny element układania Miaszka do snu. Było to jednak delikatne, rytmiczne kołysanie, a nie nerwowe, kompulsywne ruchy przyprawiające niemowlaka o zawrót głowy. Z czasem, stopniowo zaczęliśmy jednak odchodzić od tej metody na rzecz odkładania Mii prosto do łóżeczka i delikatnego głaskanie jej po głowie w akompaniamencie dźwięku „ciiii ciiii ciiiii”. Nie musieliśmy czekać długo żeby przyzwyczaiła się do tej formy zasypiania.

Stały plan dnia

Niemowlakowi potrzebne są rytuały. Te same czynności, powtarzane z określoną częstotliwością i w założonej kolejności pozwalają dziecku bardziej orientować się w rytmie dnia i odróżniać go od nocy. Oczywiście, na samym początku nie ma takiej opcji żeby wytłumaczyć dziecku – Córuś, jest już po 20.00 czyli wieczór i musisz iść spać. Obudź się jak będzie 7.00 bo wtedy jest już rano. Obok możliwie stałych pór karmienia, po których przychodzi czas na drzemkę, szalenie istotne dla nas było przyzwyczajenie Mii do tego, że po kąpieli przychodzi czas na dłuższy sen. Staraliśmy się nie pobudzać zbytnio córki przed kąpielą, a w jej trakcie pozwolić dziecku wyciszyć się i odprężyć w ciepłej wodzie. Potem następowała cała masa czynności pielęgnacyjnych – oliwki, balsamy, czesanie, etc. Wskakiwanie w pidżamkę. Lulu, paciorek i spać.

Z czasem dołożyliśmy do planu dnia czytanie bajki na dobranoc. Słuchała, słuchała, odwracała się na bok i widzieliśmy się ponownie rano.

Nie unikamy hałasu

Nigdy w naszym domu nie było tak, że podczas gdy Mia spała, my siedzieliśmy w bezruchu, przy wyłączony telewizorze i wyciszonych telefonach. Żeby nie daj Boże jakieś skrzypienie, szelest czy pierdnięcie nie obudziło dziecka. To podobnie jak z wychowywaniem malucha w sterylnych warunkach. Nie umyłaś rąk czy zębów – nie możesz zbliżać się do dziecka. Wielokrotnie było tak, że odwiedzali nas znajomi, z którymi swobodnie rozmawialiśmy przy kawie i ciasteczku, a Mia spała obok w kołysce. Kwestia przyzwyczajenia. Hitem było odkurzanie, kiedy mała spała w najlepsze.

Nie reagujemy na każdy pisk

Raz jeszcze wrócę do początków. Oczywiście, było tak, że na każde, nawet najmniejsze poruszenie w kołysce, zjawialiśmy się przy Mii z prędkością dźwięku. Często jednak nasza obecność tylko rozbudzała maluszka i cała operacja „zayspiania” musiała być prowadzona od początku. Z czasem nabraliśmy większej pewności co do tego, że Mia nie zrobi sobie raczej sama krzywdy w łóżku. Oczywiście za każdym razem gdy popłakiwała, ktoś z nas stawał poza zasięgiem jej wzroku, przypatrując się czy wszystko gra. Nie były to jednak już takie nerwowe reakcje, podbieganie do łóżeczka, panikowanie i przykrywania gdy tylko zrzuciła z siebie kocyk czy kołderkę. Dla jasnośći – zawsze jesteśmy obok naszej córki kiedy śpi, ale nie zawsze podnosimy alarm gdy tylko usłyszymy, że przewraca się z jednego boku na drugi.

Przygotowanie pokoju

Nawet przez myśl nam nie przyszło, żeby urządzać dla Mii jej własny pokój kiedy się urodziła. Kołyska, a teraz łóżeczko, od początku były z nami w sypialni. Dla naszego świętego spokoju i komfortu Mii. Wydaje mi się, że lepiej się śpi, kiedy ma się świadomość, że rodzice są obok.

Do powyższych wskazówek  dodałbym również takie rzeczy jak:
– zadbanie o odpowiednią temperaturę w pokoju dziecka,
– regularnie wietrzenie pokoju,
– łóżeczko z daleko od kaloryfera,
– nie przegrzewanie dziecka. Jeśli odkrywa się w nocy, to znaczy, że nie jest mu zimno.

Obecnie jest tak, że zanim Mia zaśnie musi się trochę nagadać. Patroluje łóżeczko tam i z powrotem. Zaczepia papierowe zwierzaki, która ma przyczepione na ścianach, wyrzuca smoczek poza łóżeczko sprawdzając odległość na jakiej wylądował, czy też podejmuje próby opuszczenia łóżeczka przez szpary między szczebelkami. Na szczęście przechodzą tylko nogi. Cały „rytuał” trwa około 30 minut. Po nim przychodzi czas na sen.

Wam również życzę znalezienie najlepszego sposobu, aby Wasz maluch przesypiał całą noc.
A Wy z nim przy okazji.

Dobranoc.

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.

__________
Czy masz już aplikację Tata Story w telefonie? Koniecznie sprawdź dlaczego warto.