Zacznę z grubej rury i polecę cytatem Smerfa Marudy – Nie lubię owocowych soków!  Nie o mnie jednak chodzi, bo soki innocent, soki o smaku „niewinności” pokochała Małgosia.

Nie mamy parcia na produkty „organic”, „eko” czy Bóg wie, jak przyjazne Ziemi i zbawienne dla jej istnienia. Raz, że swoją ceną z reguły nie zachęcają do budowania lepszego świata. A dwa to to, że bez ich smaku można się obejść. Te, które do tej pory smakowałem, nie rozpieszczały zbytnio kubków smakowych. Złą passę przełamały soki innocent.

Patrzę: mała buteleczka soku o tak intensywnym i wyrazistym kolorze, że palety barw w photoshopie może braknąć.

Myślę: to nie może być dobre.

Jestem: w błędzie.

Doskonały smak i naturalna świeżość, zamknięte nawet w najmniejszej buteleczce tego soku, to wystarczające powody, żeby skusić się na soki innocent. 

soki innocent

Ponoć podczas decyzji zakupowych kierujemy się często opakowaniem produktu. W przypadku innocenta nieco infantylny branding, minimalistyczne logo na tle żywego, naturalnego koloru soku, nie pozostawia mi nawet chwili na zwątpienie w słuszność zakupu. Firma wie, co robi i zaczęliśmy kupować jej produkty, nie sugerując się zbytnio prowadzonymi przez nią działaniami pro – eko, charytatywnymi czy innymi chwytającymi za serce elementami strategii społecznej odpowiedzialności biznesu. Ok, wielki plus dla nich, niech świat będzie w końcu lepszy. Ale tym co kupujemy jest przede wszystkim smak. Te soki można śmiało zaliczyć do produktów, które nie rozczarowują. Dostajesz dokładnie to, czego oczekujesz. Chcesz smaku tak intensywnego i wyrazistego jak kolor? Masz. Chcesz poczuć owoce, wymienione na etykiecie? Smakuj do woli!

Ostatnio kupiliśmy na „skosztowanie” dwa nie testowane dotąd soki innocent. Wybór padł na extra juicy smoothie, o smaku wiśnia i truskawka oraz połączenie truskawa – czarna porzeczka – malina. Trzymają poziom. Poprzeczka podniesiona została wysoko.

smoothie innocent

smoothie innocent

Cieszę się, gdy z każdym łykiem wypitego smoothie na ustach Małgosi pojawia się delikatny uśmiech. Mam nadzieję, że nasz mały Robaczek też cieszy się, gdy dociera do niego dawka naturalnych witamin.

I choć nie jestem fanem soków, to muszę przyznać, że kiedy w naszym domu gasną światła i Małgosia grzecznie zasypia, zdarza mi się oddać nocnej degustacji smoothie.  

zdjęcia: innocent press materials

Kilka słów od Taty.

BLOG TATA STORY

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie.  Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty.

Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!

P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!