Długo zastanawiałem się nad tym czy ten wpis powinien w ogóle powstać. Takimi tematami bardzo łatwo jest wzbudzić emocje i wywołać dyskusję. Wystarczy rzucić kilka ostrych słów, parę przykładów najbardziej brutalnych kar, jakie możemy sobie wyobrazić i wylać wszystko na człowieka, który mógł dopuścić się rzeczy niewyobrażalnie okrutnej. Kilka dni temu media doniosły o kilkudniowym dziecku wyrzuconym przez okno mieszkania. Podejrzanym jest ojciec malucha.

Co za skurwiel – pierwsza myśl, kiedy dotarła do mnie ta wiadomość. W takiej sytuacji zupełnie naturalne było pomyślenie o scenariuszach, które powinny spotkać każdą osobę dopuszczającą się takiego bestialstwa. Jednak czy istnieje taki rodzaj kary, który może sprawić wystarczający ból komuś, kto targnął się na życie własnego dziecka? Nie wiem.

Skąd w ludziach bierze się tyle zła? Przeczytałem to pytanie kilka razy na głos i owszem, brzmi dość tendencyjnie. Bo to tak, jakby zapytać dlaczego ludzie są idiotami. Są bo są, tak skonstruowany jest świat. Zacząłem zastanawiać się skąd w ludziach bierze się tyle siły i wola / skłonność do tego, by wyrządzać zło. Swoim dzieciom. Myślałem, że mama Madzi to najokrutniejsze studium przypadku, z jakim przyszło nam się spotkać w ciągu ostatnich lat. Widzę jednak, że od czasu do czasu wypłynie na światło dzienne tragedia, która rozgrywa się w sąsiedztwie. Tylko dlaczego na litość boską rolę główną odgrywają dzieci. 2 letnie, 2 miesięczne, 7 dniowe.

Pamiętam, że kiedy tuż po porodzie, pierwszy raz wziąłem córkę na ręce, obiecałem jej, że nigdy ale to przenigdy nie pozwolę, aby stała jej się jakakolwiek krzywda. Że będę ją kochał najmocniej na świecie i zrobię wszystko żeby miała szczęśliwe życie. Takie zobowiązanie powinni podpisywać wszyscy rodzice przed opuszczeniem szpitala. Pod karą grzywny, chłosty i przypalania gorącym żelazem.

Świata nie zmienię. Uświadomiłem to sobie jakiś czas temu. Nie mogę się jednak pogodzić, że podczas gdy dzieci takie jak Mia, dzieciaczki naszych znajomych czy Wasze pociechy każdego dnia zasypiają spokojnie, bo czują, że są kochane – na inne, w domach, czeka ból i strach. Często zaraz po opuszczeniu ciepłych murów szpitala.