Ból, jaki dziecko odczuwa przy ząbkowaniu można śmiało porównać do tego, który towarzyszy dorosłemu człowiekowi przy całkiem poważnej infekcji zęba. Wyobraźcie sobie, że to takie uczucie kiedy wydzieracie się: Ale mnie ząb napierdala! – bo z bólu nie możecie już wytrzymać. Patrząc jak cierpi nasza córka mogę się domyślać, że gdyby tylko miała bardziej rozbudowane słownictwo, na pewno rzucałaby mięsem.
O sposobach na ząbkowanie pisałem już TUTAJ. Jeśli chodzi o sprawdzone metody, to można oczywiście pozwalać dziecku gryźć co tylko znajdzie się w jego zasięgu. Czasem jednak gumowe zabawki, skarpetki czy ręce rodziców nie wystarczą aby złagodzić ból. Zawsze można zatem zwrócić się w kierunku dobrodziejstw jakie oferuje medycyna.
Ciekawi mnie jednak, dlaczego podobnie jak w przypadku kropelek na kolkę, produkty z rodzimego rynku nie cieszą się taką opinią jak konkurencyjne, zagraniczne zamienniki. Wpiszcie w Google najlepsze krople na kolkę – wyniki pełne będą haseł poświęconych sab simplex. Podobnie w przypadku hasła proszek na ząbkowanie pierwsze wyniki wyszukiwania to wpisy gdzie przewijają się nazwy specyfików przede wszystkim z Wielkiej Brytanii. Jednym z nich jest Teetha firmy Nelsons.
Te ohy i ahy nad rewelacyjnością tego leku homeopatycznego, który niesie ulgę małym podwładnym brytyjskiej królowej, zdają się świadczyć o skuteczności specyfiku także w przypadku niemowlaków znad Wisły. W czym rzecz? Preparat adresowany do bardziej wymagającego klienta? Kiedyś spotkałem się z opinią jakiegoś handlowca, który powiedział, że produkty, wysyłane do Niemiec czy Francji charakteryzują się nie do końca tymi samymi właściwościami co te, trafiające na rynki środkowo i wschodnioeuropejskie. Ciekawe.
Na szczęście zapas białego proszku z Wysp Brytyjskich starczy nam pewnie na drugie, trzecie
i czwarte dziecko. Oby tylko faktycznie okazał się skuteczny w tej nierównej walce z ząbkowaniem.
Kilka słów od Taty.

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie. Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty.
Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!
P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!

