Codziennie budzi się z uśmiechem na twarzy. Ochoczo wyciąga swoje małe rączki żeby jak najszybciej opuścić łóżeczko. Kiedy jest już w moich lub Małgosi objęciach lubi się przytulić, delikatnie ugryźć w nos czy złapać za ucho. Akcja zaczyna się, gdy ubrana w stylowe rajtki i wygodne body czuje, że oto nastał kolejny dzień, w którym świat należy do niej. I wszystko co znajduje się w zasięgu jej małych rączek.
Mia jest na jak najlepszej drodze do opanowania technik „wymuszająco – roszczeniowych” w temacie rzeczy, które tylko wpadną jej w oko. Schemat działania w prawie każdym przypadku wygląda podobnie. Leży sobie na macie edukacyjnej otoczona najlepszymi kumplami: Stefanem i całym Stumilowym Lasem, gdy nagle dociera do niej, że oto mama siada obok z komputerem na kolanach. Delikatnie przewracając się z pleców na brzuch, Mia sprawdza możliwości manewrowania zanim ruszy ku obiektowi pożądania. Kiedy już obierze właściwy kierunek i przekona się, że nic nie stoi jej na przeszkodzie, podejmuje śmiałą i dynamiczną akcję. Turlając się i odpychając od wszystkiego co możliwe odważnie przemieszcza się do celu. Najpierw patrzy takim wzrokiem:

Kolejnym krokiem jest testowanie jak daleko może się posunąć. Nieśmiało dotyka świecących się na laptopie lampek i diod, przez cały czas utrzymując kontakt wzrokowy z rodzicem. Grzecznie proszona o niedotykanie rzeczy, która są „dla dorosłych” lub na które „jest jeszcze za mała” w mgnieniu oka zmienia strategię. Usta układają się jej w „podkówkę” i daje się z nich słyszeć ciche marudzenie, które stopniowo, aczkolwiek dość szybko, przeradza się w okrzyk jasno sygnalizujący: DAJ! JA CHCĘ! NIE BĄDŹ TAKI DAJ MI TOOO! I tak w odniesieniu do wielu innych rzeczy. Ciuchy, tubki z kremem, opakowanie z chusteczkami – wszystko musi być jej. Tu i teraz. Tak samo szybko jak otrzyma upragniony przedmiot uśmiech powraca, a oczka aż szklą się z radości.
Przyznaję, że Mia już nas rozgryzła i doskonale potrafi dostosować swoją strategię do danej sytuacji. I jak tu być twardym i stanowczym rodzicem?


