Wyobraź sobie, że jedziesz samochodem z dzieckiem. Słońce pięknie oświetla drogę, w radio grają hiciory muzyki rozrywkowej, a auto łagodnie daje się prowadzić po szerokiej drodze. Sytuacja jak z bajki, tak idealna, że brakuje tylko papieroska. Wyciągasz, odpalasz i delektujesz się w pełni. Na Twoje nieszczęście zatrzymuje Cię policja i dostajesz mandat w wysokości 300 PLN za to, że w dupie masz zdrowie dziecka i fundujesz mu mobilną komorę gazową. Takie rzeczy w Anglii już od kilku dni.
Zastanawiam się tylko czy używanie kija na takich ograniczonych intelektualnie rodziców nie jest przypadkiem drogą na skróty. To tak jakby bić psa za to, że sra w domu zamiast włożyć trochę wysiłku w nauczenie go, że takie sprawy załatwia się na zewnątrz. A może po prostu się mylę i dotychczasowe środki, jak wszechobecne kampanie edukacyjne, okazują się nieskuteczne?
Widzę tu jednak pewien brak spójności i konsekwencji. Według brytyjskich fundacji zajmujących się badaniem zdrowia ponad 400 tysięcy dzieciaczków każdego tygodnia narażonych jest na bierne palenie podczas podróżowania samochodem. Skoro zatem wprowadzamy bata na kpiących ze zdrowia swoich pociech rodziców, to dlaczego w pierwszych miesiącach obowiązywania zapisu o karaniu policjanci będą jedynie upominać palaczy? Moi drodzy albo walimy po łapach albo głaskamy po głowie i mówimy, że tak nie wolno.
Drugą kwestią pozostaje wymiar kary. Za palenie w samochodzie w obecności dziecka przewidywany jest mandat w wysokości 50 funtów. Taka suma to jawna kpina. 50 funtów to dniówka bardzo przeciętnie zarabiającego wyspiarza. Dla porównania wymiaru kary – dla właściciela psa, który nie sprzątnie gówna swojego pupila pozostawionego w miejscu publicznym przewidywany jest mandat w wysokości 100 funtów. Jeśli więc finansowy wymiar kary ma wyedukować rodziców to trucie dzieciaczka zasługuje na zwielokrotnienie obowiązującej sumy. Wiecie jakie mandaty bolą najbardziej? Najwyższe. Proste. Świetnie rozwiązali to w Finlandii, gdzie wysokość mandatu za wykroczenia w ruchu drogowym uzależniona jest od wysokości dochodów kierowcy.
Jeśli rodzic pali przy dziecku w samochodzie to jego wybór. Poziom głupoty nie zostanie zredukowany jednym, drugim czy dwudziestym mandatem. Wyjdzie z auta, wejdzie do domy i proceder będzie trwał.
Jeśli szukamy już porządnego bata na rodziców to kolejnym krokiem niech będzie powołanie straży obywatelskiej przyzwoitości, która zaglądać będzie przez okna do domów i sprawdzać czy rodzic przypadkiem nie puścił dymka przy dziecku. Złapany na gorącym uczynku będzie ścinany w trybie natychmiastowym. Dobra, przesadziłem. Jednak porządna chłosta to absolutne minimum.
Codziennie widzimy się na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.

