To będzie wpis o piciu. Takim z prawdziwego zdarzenia. Wódka, piwo i wino. A gdyby tego było mało to będą jeszcze dzieci. Zapraszam do tematu z pogranicza lifestylu i moralności. Wpis rozpocznę wierszykiem (autor nieznany):

Na podwórku jest kałuża.
Coś z kałuży się wynurza.
Hipopotam powiadacie?
Nie, to tata po wypłacie!

Wierszyk trafiony lub nie, powinien wprowadzić Was delikatnie w temat tego, co następuje poniżej. Chciałbym zapytać Was o kwestię picia alkoholu przez rodziców, podczas gdy mają pod opieką małe dziecko. Zbliża się temat grillowania, częstszych wyjść na miasto czy wyjazdów na wakacje ze znajomymi / rodziną. Jest to też czas, który sprzyja większej i częstszej konsumpcji alkoholu. Tu piwko, tam piwko, jeden lub dwa głębsze na rozpoczęcie sezonu letniego, czy nieco więcej niż lampka wina do obiadu. I wszystko byłoby OK gdyby nie pytanie, jak takie zachowania mają się do odpowiedzialności i opieki, którą sprawujemy nad naszym maluchem?

Patrząc z perspektywy osoby dorosłej na czasy, kiedy byliśmy dziećmi, nikt tak naprawdę nie przykładał przesadnej wagi do tego, że podczas grillowania czy urodzin ciotki, dzieciaki biegały samopas. Starzy biesiadowali, a dzieciaki jak raz poszły spać brudne to nikomu z głowy włos nie spadł. I jakoś się kręciło. Wyrośliśmy na przyzwoitych obywateli, bez rys na psychice z powodu przyglądania się temu, jak rodzice i wujostwo raczą się kieliszkami.

Jak temat wygląda u nas? Idąc na obiad do knajpy czy restauracji nie mamy większego problemu z tym, że oto pysznie podana potrawa dotrze do żołądka bez skropienia ust łykiem Château La Croix du Casse albo schłodzonym, pszenicznym Paulanerem. Zawsze jedno z nas pozostaje przy Cola Zero, podczas gdy drugie może delektować się procentami na lepsze trawienie. Podobnie sytuacja ma się przy różnej maści imprezach okolicznościowych. Grillowanie, urodziny ciotki czy spotkanie przy poezji ze znajomymi. Nie cierpimy z tego powodu, bo nie traktujemy tego w kategoriach wyrzeczenia czy pozbawiania się sensu życia. Chodzi tylko i wyłącznie o nasze wewnętrzne poczucie komfortu i bezpieczeństwa.

Czasem okazuje się jednak, że nawet gdy tylko jedno z nas sączy sobie piwko albo drinka w towarzystwie, ktoś postronny rzuci spojrzenie nienawiści – jak to, pijesz? Przecież masz dziecko! W opinii społecznej takie zachowania mogą nosić znamiona patologii, a spotkanie ze znajomymi przy piwie, podczas gdy są z nami małe dzieci, nazwane zostanie libacją czy pato – melanżem. Świat zrobił się jakiś pojebany, a ludzie zaczynają patrzeć na rodzica pijącego kulturalnie alkohol, jak na potencjalne zagrożenie dla utraty zdrowia lub życia przez dziecko. To natomiast podlega pod paragraf, a  „życzliwych” nie brakuje.

Drodzy rodzice, czasem oceniam Was ostro. Z reguły dajecie mi do tego powody (np. zakładając dziecku kombinezon przy 20 stopniach na plusie albo pytając o tatuaż w ciąży – tak tak, drogie mamuśki). W omawianym temacie wierzę jednak w Wasz rozsądek i Wasze poczucie odpowiedzialności za dziecko.

Kilka słów od Taty

BLOG TATA STORY

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie.  Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty.

Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!

P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!