Nikt nie mówił, że będzie lekko. Wielu ostrzegało nawet i powtarzało, że życie, które znałem do tej pory skończy się, a zacznie zupełnie nowe, pełne trudności. I faktycznie tak się stało. Bo kiedy ma się już dziecko, zaczynasz zauważać rzeczy, które mocno Cię irytują w tym całym byciu rodzicem.

Czas. A raczej jego brak.

Nie dlatego, że haruję jak wół na 3 etaty i w domu bywam tylko gościem. Doba jest po prostu zdecydowania za krótka, żebym mógł nacieszyć się dzieckiem. Wracam do domu około 17.00, wskakuję w wygodne dresiki i cały czas poświęcam córce. O 19.00 mamy kąpanie, kolację i spać. Z jednej strony cieszę się, że wieczór mamy z żoną tylko dla siebie. Z drugiej jednak bez żadnych oporów mógłbym wariować z Mią, aż padła by ze zmęczenia, z uśmiechem na ustach. Nie znoszę tego, że nieważne jak długo spędzamy ze sobą czas zawsze mam wyrzuty, że jest tego zbyt mało.

Stanowczość. I częsty jej deficyt. 

Nie potrafię być stanowczy wobec dziecka. Oczywiście z kamienną twarzą i uporem maniaka powtarzam: nie wolno brać pilota do buzi! albo nieśmiertelne: tego nie możesz, to nie jest dla Ciebie. Jednak w tej nierównej walce, w 6 na 10 sytuacjach ulegam. Dziecko jest doskonałym psychologiem i wie, jak w odpowiedni sposób manipulować rodzicem. Moja córka już mnie rozgryzła i chyba muszę pomyśleć nad jakąś strategią i przeprowadzeniem ofensywy. Inaczej będzie kiepsko.

Nie znoszę bycia tatą – bohaterem.

Ale tylko w kontekście, o którym napisał kilka dni temu Konrad z Fathersday.pl. Chodzi o ustawienie poprzeczki dla ojców znacznie niżej niż dla mam. Wystarczy rzecz błaha, prozaiczna, wręcz tendencyjna aby świat (albo koleżanki żony) okrzyknął Cię tatą – bohaterem. Przewiniesz pieluchę, wyjdziesz z dzieckiem na plac zabaw, powygłupiasz się trochę z maluchem będąc w knajpie, przy ludziach i ze wszystkich stron płyną ochy i achy. Nie będą rozwijał tematu. Wystarczy, że Konrad ujął to w kilku treściwych punktach.

Ciągle muszę być poważny. 

Kilka razy słyszałem, że tego czy tamtego już mi nie wypada. Rzucanie kawałami z serii „suchar” albo „niesmaczne” już mi nie przystoi, bo w końcu jestem ojcem. Kiedy wyjeżdżam w góry ciągle pojawiają się te same komentarze: znowu jedziesz? Przecież jesteś ojcem, odpuściłbyś trochę. Za niedługo ludzie zaczną się mnie pytać dlaczego nie wkładam koszulki do spodni, przecież każdy tata tak robi. W końcu trzeba być poważnym.

Zawyżanie wieku. 

Ludzie, ja nie mam 34 lat! To, że jestem tatą w żaden sposób nie definiuje mojego wieku. Zależność między posiadaniem potomstwa a liczbą lat na karku ma tyle z sobą wspólnego, co wpływ wiatrów polarnych na kolarstwo w Mozambiku.

P.S. Mimo wymienionych powyżej fajnie jest być tatą. Szczególnie córeczki tatusia.

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.