Czy moja córka bije inne dzieci? Tak. Czy jest to powód do dumy? Nie. Czy zatem powinienem się martwić? Nic z tych rzeczy. Uciekanie się do siły jest jednym ze sposobów wyrażania emocji przez dziecko. Choć to dość prymitywne zachowanie, to właśnie w ten sposób to rozumiem. No bo czego możemy oczekiwać od dziecka w tym wieku? Są jednak rodzice, którzy stawiają swoim małym pociechom oczekiwania niczym po lekturze klasyki gatunku – Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów Schopenhauera. I to mnie wkurwia.
Przeciętny dwulatek nie ma zbyt szerokiego pola do popisu w manifestowaniu własnego ja. Kiedy próbuje podkreślać swoją nazwijmy to „niezależność” na przekór rodzicom może powtarzać w kółko „nie chce” albo uparcie „nie nie nie”. Może też położyć się na środku galerii handlowej i tupać nogami wrzeszcząc wniebogłosy. Brzmi znajomo? Czasem posuwa się jednak o krok dalej. Zwłaszcza kiedy znajduje się w gronie rówieśników. Do gry wchodzą ostre jak szpilki zęby i małe dłonie z funkcją drapania. Zaczytani w pseudo-poradnikach o wychowywaniu dzieci rodzice pewnie powiedzą, że kiedy dziecko bije innych przejawia w ten sposób agresję. Wynika ona z tego, że dziecku nie poświęca się uwagi, bo problemy w domu, bo zazdrość, bo to, bo sramto. Do obrzygania. Mam na to inne spojrzenie. Zdrowe. Jeśli maluch ucieka się do argumentu siły, to możecie być spokojni, że nie zginie wśród rówieśników. W żłobku czy przedszkolu z pewnością da sobie radę.
Na powyższe instytucje patrzę trochę jak na kurnik. Stado małych pisklaków, zgromadzone pod opieką kilku opiekunek. Nie można upilnować każdego z maluchów, a te często „dziobią się” między sobą. I choć jestem mega zadowolony z placówki, do której uczęszcza moja córka, to mam pełną świadomość, że w wielu sytuacjach musi radzić sobie sama. Główna batalia rozgrywa się o zabawki, kredki i wszelkiego rodzaju organizatory czasu wolnego – od zjeżdżalni po rowerki (czasem nawet o kanapkę z nutellą). To kwestia dostosowania się do otoczenia. Na tym etapie nie mamy możliwości ingerowania w zachowanie naszego dziecka. Musimy zdać się na opiekunki albo inne pisklaki, które albo okażą się uległe albo podejmą wyzwanie walki na pazurki.
Nasza rola, jako rodziców, rozpoczyna się jednak w każdej innej sytuacji, kiedy razem z pociechą wkraczamy w świat jej rówieśników. Plac zabaw, restauracja z kącikiem dla dzieci czy stolik z kredkami w przychodni lekarskiej. To właśnie wtedy mamy swoje 5 minut na przekazywanie dziecku właściwych wzorców zachowań w relacjach z innymi dziećmi.
I w tym miejscu pojawia się apel do rodziców. Taka mała, osobista, aczkolwiek obszerna tekstowo prośba. Błagam, proszę, odwołuję się do zdrowego rozsądku: kiedy Twoje dziecko zabiera innemu kredki, klocki czy inny gadżet o znanej mu tylko wartości, Ty drogi rodzicu nie drzyj mordy, nie rzucaj gromami, groźbami i nie siej w umyśle dziecka strachu tymi wszystkimi zostaw! nie ruszaj! oddaj! bo zaraz dostaniesz klapsa! to nie twoje! Drogi rodzicu to również nie powód, żebyś robił się cały czerwony ze wstydu (i udawał, że nie znasz dzieciaka), bo zachowanie Twojego dziecka spowodowało płacz u innego malucha. Drogi rodzicu, proszę abyś okazywał dziecku zrozumienie i zmierzył się z trudem wyjaśnienia mu na czym polega jego niewłaściwe zachowanie. Pokaż mu, że jesteś jego najlepszym przyjacielem, ale jednocześnie bądź w swoich wysiłkach stanowczy. Nie miej problemów z odebraniem dziecku zabawki, którą to nabyło w posiadanie drogą ataku na rówieśnika. Wysil się jednak i stań na wysokości zadania. Tłumacz, wyjaśniaj, wpajaj prawidłowe wzorce zachowania. Proszę, bo zbyt wielu was spotykam ostatnio i jest mi przykro, jak rozwiązujecie takie sytuacje.
Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.

