Bądź gotowa na „dziwne” dolegliwości.
Ostatni wpis Bydło w samolocie cieszy się wyjątkową popularnością. Napisałem słów kilka o ryzyku podróżowania w otoczeniu ludzi o IQ oscylującym na poziomie krawężnika, a teraz czas na wpis poświęcony stricte kwestii zdrowia i samopoczucia podczas lotu.
Przed planowanym wylotem Małgosia sporo czytała na temat zagrożeń czy skutków ubocznych, jakie mogą pojawić się podczas lotu. Akurat na dzień przed mieliśmy zaplanowaną wizytę u położnej, która również dała nam kilka istotnych porad: pić duże ilości wody, w razie potrzeby pospacerować, by poprawić krążenie w nogach oraz zaopatrzyć się w skarpetki, przeznaczone dla osób podróżujących samolotem kilka godzin (nasz lot miał trwać 2h). Uzbrojeni w wiedzę, czekaliśmy jak to będzie w praktyce.
Lot „tam” okazał się bułką z masłem. Wylot mieliśmy o bardzo wczesnej porze, także Gosia większą część podróży przespała. Nie uskarżała się na żadne dolegliwości, dzięki czemu i ja odetchnąłem z ulgą. Skarpetki zostały w walizce, a zawartość butelki wody szybko znikała. To wystarczyło. Rześka i radosna stanęła na płycie lotniska dumnie niczym Krzysztof Kolumb na wycieczce w Nowym Świecie.

Powrotny lot okazał się jednak dla Gosi koszmarem. Moja żona nie przepada za lataniem, także zaraz po zapięciu pasów stara się zasnąć albo przynajmniej zająć głowę książką. Tym razem, pomimo pełnego zaopatrzenia (dwie mądre gazetki, Kindle i pincet książek), nie było szans na spokojny lot. Małgosia od początku zaczęła uskarżać się na tzw. zespół niespokojnych nóg (RLS). Objawia się on potrzebą ciągłego poruszania dolnymi kończynami. Nie jest to przypadłość towarzysząca jedynie kobietą w ciąży. Przyczyną może być między innymi niedobór żelaza w organizmie, cukrzyca czy zapalenie stawów. W większości przypadków jednak lekarze nie są w stanie stwierdzić powodów bólu, a tym bardziej znaleźć odpowiednich metod leczenia, dlatego nierzadko chore osoby same starają się walczyć z objawami.
Jak to określiła Gosia – miała wrażenie, że nogi same jej skaczą i są bardzo ciężkie, a w bezruchu symptomy się nasilały. Było to na tyle uciążliwe, że Małgosia nie była w stanie myśleć o niczym innym. A ja nie bardzo wiedziałem jak jej pomóc. Starałem się masować łydki, co przynosiło pewną ulgę, ale i tak ciągle czułem, jak nogi Małgosi „podskakują”. Dodatkowo sprawę komplikowała dość skąpa przestrzeń między fotelami w samolocie. Nie było mowy o żadnym rozprostowaniu nóg, rozciągnięciu czy cokolwiek. Ten lot przeszedł do historii naszego podróżowania, jako najdłuższy i najbardziej wyczerpujący.

Dalej uważam, że w ciąży latać można. Drogie panie, musicie mieć jednak świadomość, że wasze ciało może reagować w różny sposób. Dobrze więc jest mieć pod ręką kogoś, kto wspomoże masażem podczas lotu. Jeśli nie mąż / partner, to może sympatyczny, tajemniczy mężczyzna siedzący obok? Gdy w zasięgu wzroku nie znajdziecie nikogo, polecam się przejść i rozejrzeć po ewentualnych ochotnikach.

