Coś niedobrego dzieje się ze mną ostatnio. Obudziła się we mnie jakaś kulinarna bestia, która ciągnie mnie do kuchni i karze gotować, smażyć, eksperymentować. Dzisiaj rzuciło mnie w wir tajskich klimatów. Przepis znalazłem przypadkiem na odwrocie jednej z przypraw. Zielone curry z wołowiną i bakłażanem. Easy! 

Składniki:

wołowina: trafiłem na mięso gulaszowe krowy rasy limousine w całkiem przyzwoitej cenie. Pewnie jeszcze lepsze byłyby polędwiczki, ale wtedy budżet na przyrządzenie dania mógłby się mocno uszczuplić. Przepis zakładał 300 gram. Wrzuciłem 0,5 kg.

zielona pasta curry: możesz zrobić ją sam (internet pomoże) albo kupić gotowca w dziale kuchnie świata w pierwszym lepszym markecie. Możesz też kupić i powiedzieć, że zrobiłeś sam. Up to you. Na danie wystarczy 50 gram pasty.

mleko kokosowe: puszka 400 ml do kupienia w strefach z żywnością orientalną / kuchnie świata. Zwróć uwagę jaki jest procentowy udział ekstraktu z kokosa w całej objętości puszki. Zdarzają się takie oscylujące na poziomie lekko ponad 50% oraz takie, gdzie tego ekstraktu jest około 60 – kilku procent. Stawiam na opcję o wyższej zawartości ekstraktu.

bakłażan: przy takiej ilości mięsa polecam kupić jeden, duży bakłażan, powiedzmy taki 300 gram. Kilogram tego śmiesznego warzywka kosztuje jakieś 6 PLN, więc nie ma tragedii. Uważajcie tylko na wersję eko bo w tej odsłonie taką cenę płaci się za sztukę.

papryczka chili: to w niej tkwi sekret tego dania. Wystarczy, że dodasz jej nieco więcej, a daję głowę, że partnerka zacznie marudzić, że co prawda dobre ale ostre, pikantne, etc. W konsekwencji pewnie zje mniej niż zakładałeś, a tym samym więcej zostanie dla Ciebie. Przecież prawdziwego faceta nie złamie mała, czerwona papryczka? Do dania dodałem 1 cm habanero. Danie zostało zaakceptowane.

bazylia: kup taką w doniczce, w liściach. Daje świetny aromat, a dodatkowo doskonale dopełnia zieloną barwę dania. Ilość? Na oko. Ja dałem 10 świeżych listków.

Co, jak i z czym:

Umyj wołowinę, wysusz na papierowych ręczniczkach i wrzuć na rozgrzany olej. Dobrze jeśli masz po ręką wok. Jeśli nie – możesz uratować sytuację głęboką patelnią. Obsmaż mięso dokładnie i dodaj pastę curry. Wymieszaj. Dodaj 50 ml wody i pozwól daniu się zagotować (mocno „bulgotać”). Dodać pokrojonego w talarki bakłażana – taka napisane jest w przepisie, ale w zasadzie na końcu i tak wszystko będzie przypominało jednolitą konsystencję. Więc czy pokroisz kabaczka w talarki, kostkę, serduszka czy elipsy nie powinno robić większego znaczenia. Wlej mleczko kokosowe i pozwól całości dusić się. Uważaj, żeby pod przykrywą całość nie zaczęła zbyt mocno wrzeć. Grozi to ucieczką zawartości na zewnątrz. Mleczko kokosowe na rozgrzanej płycie elektrycznej to nic ciekawego. Uwierz mi. Znam kogoś kto przetestował już to w domowych warunkach.

Nigdy nie wiem ile wołowina musi się dusić żeby była miękka. Najlepszym sposobem jest spróbowanie kawałka mięsa. Sam oceń czy już wystarczy tego dobrego. Na finiszu dodaj posiekaną papryczkę i liście bazylii (umyte oczywiście, chyba, że lubisz życie na krawędzi i obcowanie z zarazkami każdego kto przeszedł bo dziale warzywnym w sklepie i otarł się o egzemplarz, który kupiłeś). Pozwól całości odparować – w ten sposób całość się za dobrze się zagęści. Dorzuć do tego makaron ryżowy albo podawaj z ryżem. Prościzna.


Wpisy zamieszczane w kategorii „Stary w kuchni” adresowane są przede wszystkim do mężczyzn. Opisy, sposoby przygotowania, informacje o składnikach – daję głowę, że nie sięgają nawet do pięt najgorszemu blogerowi kulinarnemu. Ale nie w tym rzecz. Idea jest prosta: drogi mężczyzno, mężu i ojcze, zaskakuj swoją dziewczynę, żonę czy kochankę kulinarnie (w kuchni też). Dlaczego? Bo jak mawiał klasyk gatunku:

Mężczyzna, który nie potrafi gotować jest jak lew pozbawiony grzywy
– Pałlo Kułelio (albo jakoś tak)

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.