Od małego wychowywany byłem w myśl zasady: śniadanie najważniejszym posiłkiem dnia. Powinno być pożywne, abyśmy mogli rozpocząć nowy dzień pełni energii. Nie należy więc  martwić się kaloriami. Wszystko bowiem, co zje się na śniadanie, zostanie spalone w procesie metabolicznym przez resztę dnia. Dlatego też nigdy nie stosuję żadnych ograniczeń ilościowych czy jakościowych związanych z tym posiłkiem. Mam być najedzony – tego oczekuję od śniadania.

Nie dalej jak w weekend ruszyliśmy całą rodziną na wycieczkę. Ze względu na wyjazd wczesnym rankiem, śniadanie było przewidziane podczas pierwszego postoju „na trasie”. Zajeżdżamy więc na parking, a tam cała masa sklepów, sklepików i restauracyjek. Wszędzie walą dzikie tłumy, owładnięte żądzą smakowitego śniadania. Porwany przez falę podobnych mi turystów, ustawiłem się pokornie w kolejce do McDonalds. Nigdy nie jadłem u nich śniadania, ale pomyślałem sobie, że 30 osób przede mną nie może się mylić.

Jako debiutant w temacie „fast food na śniadanie” postawiłem na Bacon Roll. Smaczna, ciepła bułeczka z niesamowitym bekonem, ułożonym na grubej warstwie najlepszego keczupu na świecie Heinz. Dokładnie taki komunikat wysyłał do mnie obrazek kanapki z bekonem ze śniadaniowego menu McDonalds.

fot. mcdonalds.co.uk

fot. mcdonalds.co.uk

Obsłużony przez uśmiechniętego pracownika miesiąca McDonalds, dumnym krokiem udałem się zająć miejsce przy stoliku. Kiedy już rozsiadłem się wygodnie, przystąpiłem do rozpakowywania śniadania. Rzeczywistość okazała się druzgocąca.

bacon roll

Mój żołądek poczuł się zgwałcony. Przyjął coś wbrew swojej woli, nie czerpał z tego absolutnie żadnej przyjemności, a trauma śniadaniowa była tak silna, że przez następne kilka godzin zamknąłem się w sobie i nie odzywałem do nikogo. Opis bułki, którą otrzymałem bardziej pasuje do wibratora albo penisa aktora filmów porno. Twarda i zimna. Wysmarowana od niechcenia czymś, co w założeniu miało być obficie wylewającym się keczupem. Sytuacji nie ratował nawet bekon. Rzucony na bułkę wyglądał jak padlina na odcinku autostrady Kraków – Katowice.

Uwielbiam McDonalds, bo podają najlepszą kawę ze wszystkich fast foodów, a ich szejki truskawkowe mógłbym pić hektolitrami. Czuje się jednak – lapidarnie rzecz ujmując – zrobiony w chuja. Tak po prostu. Wydymany, głodny i porzucony.

Zdjęcie: Flickr.com, Davidlohr Bueso, CC BY 2.0