W piątek wieczorem usiedliśmy do rozmowy z naszą córką. Musiała podjąć decyzję, jak chciałaby spędzić jej pierwszy słoneczny weekend na tej planecie.
Zaproponowaliśmy jej żeby pospała sobie w sobotę do 11.00, zjadła mleko i poszła dalej spać, najlepiej do niedzieli do 11.00. Oczywiście z postojami na karmienie. Niestety, nasza rodzicielska propozycja spotkała się tylko z pogardliwym spojrzeniem i długim płaczem. Przystaliśmy więc na opcję „z dzieckiem w trasie”.

lans, bans i orzeszki
Sobota. Pobudka 7.15 na poranne karmienie. Mia mogłaby chociaż pospać to tej 9.00. Trudno oczekiwać od niemowlaka znajomości słowa kompromis. O 9.00 mieliśmy już porobione obowiązki, które w czasach przed narodzeniem Miaszka zajmowały nam średnio całe przedpołudnie. Zapakowaliśmy się do samochodu i całą drużyną ruszyliśmy w miasto. Był szoping, Raspberry Blended Juice Drink od Starbucks i opalanie się na ławkach w centrum miasta. Ta, która powinna być najbardziej zainteresowana przespała cały spacer. Po całych 4 godzinach, które mieliśmy dla siebie, nastąpiła ewakuacja z miasta w trybie natychmiastowym. Mia swoim krzykiem dała poznać się każdemu poczciwemu obywatelowi, który w ten piękny słoneczny dzień zdecydował się na wypad do centrum.

ewakuacja
Jako, że nie jesteśmy jeszcze jakoś super zaawansowani logistycznie, po 25 minutach udało nam się spakować graty do auta, domknąć bagażnik i ruszyć dalej, ku przygodzie! W planach była pierwsza wizyta u dziadków. Grill, bilard i chłodzące napoje procentowe umilały nam sobotnie popołudnie. Gość specjalny przespał kolejne 4 godziny, niewzruszony skaczącymi po płotach wiewiórkami i tańcem godowym gołębi na dachu.
Atrakcją wieczoru była natomiast kąpiel. Mia w wanience wygląda niczym Kleopatra, zażywająca odprężających kąpieli w mleku. Wyraz twarzy naszej córeczki mówi: polewaj polewaj stary i nie przestawaj. Tylko nie mocz mi głowy! Miaszek uwielbia się kąpać, w szczególności gdy po drugiej stronie monitora, na skype, gromadzi się cała rodzina. Od 21.00 mieliśmy wieczór dla siebie. Było tak cudownie, że po 15 minutach padliśmy ze zmęczenia.
Wstając w niedzielę rano głęboko wierzyłem, że wymęczona sobotnimi wojażami Mia zdecyduje się pozostać w domu. Błąd. Tylko podniosłem głowę z poduszki Mała już na mnie patrzyła. Tym oczom nie sposób odmówić. Szybki telefon do znajomych rodziców i już byliśmy ustawieni na piknik w parku. Wśród przewidzianych atrakcji: badminton, piłko – paletki, piłko – rzutki, etc. Mia była tak zaaferowana tym wszystkim, że przespała aż 5 godzin, podczas gdy my mogliśmy korzystać z w/w. Na pikniku nasza córka poznała swoją pierwszą koleżankę Sophi. Krótka wymiana spojrzeń, drgnięcie powieki i dalej w kimę. Na rozwijanie znajomości przyjdzie jeszcze czas.

#mamuski
Ten weekend zaliczyć możemy do wyjątkowo udanych. Nie mam kaca, nic mnie nie boli, pamiętam co robiłem wczoraj wieczorem. Jednak tak na prawdę zakosztowaliśmy pierwszych chwil, jako rodzina w nowym składzie, w całkiem nowej sytuacji. Było zajebiście. A teraz, póki Mia śpi, zabieram się za to wszystko, czego nie udało się ogarnąć od piątku. Naczynia, odkurzanie i umycie łazienki.
Kilka słów od Taty.

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie. Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty.
Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!
P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!


















