Nareszcie w domu. Po tygodniu na wyjeździe zdążyłem się mocno stęsknić za moimi dziewczynami. Podczas tych kilku dni okazało się, że to już kolejny raz, kiedy w czasie mojej nieobecności Mia dokonała następnego, milowego kroku w życiu oraz uczestniczyła w przełomowych dla niej wydarzeniach.
Choć to wyjątkowo trudne, to chyba pora uświadomić sobie, że jako rodzic nie zawsze będę mógł być przy mojej córce w ważnych dla niej chwilach. W życiu po prostu tak bywa.
Pierwsze kroki
Jest ciepły, czerwcowy poranek. Płynę kajakiem przez środek malowniczej Doliny Rospudy. Podczas jednego z postojów dzwonię do Gosi podzielić się wrażeniami z pokonywanej trasy, pełnej powalonych drzew i leniwie wijącej się między łąkami i lasami.
– Cześć Goś, co u Was słychać?
– Twoja córka zaczęła właśnie chodzić.
W tym momencie gotów byłem zawrócić kajak pod prąd i wiosłować co sił do najbliższego ujścia rzeki, do jakiegoś większego cieku wodnego, a potem do Wisły i na południe prosto do Krakowa. Wyjeżdżasz z domu – dziecko pełza po podłodze i nieśmiało się podnosi – przyjeżdżasz, a tu przed Tobą zasuwa mały sprinter.
Żłobek
Obecnie jesteśmy na etapie przygotowywania małej do żłobka. Mamy już wybrane miejsce i datę rozpoczęcia oraz kilka godzin adaptacyjnych do wykorzystania. Przed moim wyjazdem w delegację ustaliliśmy, że Gosia pójdzie razem z Mią w tygodniu zobaczyć, jak mała odnajduje się w nowym otoczeniu, jak idzie jej samodzielne jedzenie w grupie czy też jak znosić będzie nieobecność rodziców. Zanim zdążyłem zadzwonić i zapytać jak minął pierwszy dzień, dostałem zdjęcie na którym Mia siedzi z innymi maluchami przy stole i rysuje jakieś bazgroły na kartce papieru (mam nadzieje, że kiedyś sprzedamy jej dzieła za grubą kasę). W tym wszystkim pociesza mnie myśl, że będę Miaszka odprowadzał codziennie do żłobka.
Widelec
Sobotnie popołudnie. Na obiad serwowane są pierogi. Mia dostaje swoją słuszną porcję 4 sztuk z białym serem i ziemniakami. Pokrojone na równe kawałki, czekają na skonsumowanie. Ku mojemu zdziwieniu mała podnosi widelec z nabitym pierogiem i bez najmniejszego trudu, całkiem naturalnie kieruje porcję do buzi.
– Widziałaś Gosia, mała je już widelcem!
– Tak, nauczyła się kilka dni temu.

Wszystko rozgrywa się tak dynamicznie, że boję się teraz wyjść choćby do pobliskiego sklepu. No bo co będzie, jak wrócę i okaże się, że Mia właśnie narysowała swojego pierwszego pieska albo wyrecytowała przedszkolny wierszyk? To całe rodzicielstwo dzieje się zdecydowanie zbyt szybko.
Codziennie widzimy się na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.

