Przeszedłem ospę w wieku jakiś 7-8 lat. Przyszła sama, bo nie pamiętam żebym brał udział w jakiejś dobrej imprezce. Po drodze ospa zahaczyła też o moją młodszą siostrę. Pamiętam, że swędziało jak cholera, a do tego byliśmy uziemieni przez dłuższy czas w domu. Pokryci strupami posmarowanymi białym kremem, z utęsknieniem wyglądaliśmy przez okno w salonie na bawiące się dzieciaki. Z zewnątrz musieliśmy wyglądać jak trędowaci. Nikt nas nie odwiedzał, znajomi rodziców odwołali wszystkie zapowiedziane wcześniej imprezy, dziadkowie dowozili nam świeże owoce, podając je przez balkon. Brakowało tylko żeby ktoś namalował białą farbą krzyż na drzwiach mieszkania. W całej tej sytuacji nikt nie dopatrzył się możliwych korzyści i nie dotarła do nas żadna propozycja na zorganizowanie imprezki typu ospa – party. Zastanawiam się czy nikt nie miał czasu myśleć o takich pierdołach, czy czas był ale głupoty ludzi się nie trzymały. A może takie undergroundowe imprezy nie dotarły na prowincję?
Na początku zastanawiałem się, jak bardzo powinienem zagłębić się w zagadnienie szczepienia dzieci, żeby wysnuć konstruktywne wnioski w temacie. Przez chwilę chciałem nawet spróbować zrozumieć rodziców, którzy tak aktywnie walczą przeciw szczepieniom oraz organizacje/grupy, które z taką zaciekłością „uświadamiają” rodziców o czyhającym na ich dzieci szczepionkowym niebezpieczeństwie. Ostatecznie przyznam, że trochę odpuściłem. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie stanąłem przed dylematem: szczepić czy nie. Tą pierwszą opcję przyjąłem jako słuszną. Po drugie dlatego, że im dalej w las tym więcej spotykałem w necie obłąkańczych i graniczących ze zdrowym rozsądkiem komentarzy. Uznałem, że ścieranie się nie ma tutaj sensu.
Nie wiem czy czytacie ten wpis, bo liczycie na fajerwerki i spektakularną rozpierduchę połączoną z krucjatą przeciwko antyszczepienkowcom. Nie wiem czy czekacie na to, że będę rzucał kurwami na prawo i lewo na rodziców, którzy dzieci nie szczepią. Sorry, nic z tych rzeczy. Nie będę piętnował ludzi tylko pomysły, na które wpadają. Nie chcesz szczepić – nie szczep. Krzyżyk na drogę i gut lak. Ale jebnijcie się w głowę (głowy?), zanim przepełnieni tym całym nowoczesnym i światowym podejście w wychowywaniu dzieci, wpadniecie na pomysł organizowania imprezy typu „pox party”. No bo skąd to gówno do nas przyszło? Ospowe imprezki popularne były w JuEsEj przed 1995 rokiem, kiedy to wprowadzono do obiegu szczepionkę. Czy naprawdę my światli, wykształceni, nowocześni, europejscy rodzice w temacie dbania o zdrowie naszych pociech sięgamy po metody sprzed blisko ćwierćwiecza? Bicz plis! Nie kupuję żadnego pomysłu, który wiąże się ze świadomym narażaniem dziecka na chorobę.
Epilog.
Żuczku, poświęć 5 min na obejrzenie przygód amerykańskiej rodziny Simpsonów. Kiedy do ich życia wkroczyła ospa, wpadli na pomysł organizacji „chicken pox party”. Tacy to pomysłowi rodzice!
Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.
P.S. Liczę, że tytuł postu zwabi tutaj rodziców zainteresowanych organizowaniem lub uczestniczeniem w imprezach tego sortu. Wierzę, że wujek Google sprawi, że na hasło: organizacja ospa party, ospa party Warszawa, Wrocław, Kraków, jak zorganizować ospa-party, udział w ospa-party sprawi, że "pomysłowi" rodzice zaglądną tu od czasu do czasu. Czołem!

