Kosz Mojżesza to gadżet znany od tysięcy lat. W okolicach XIII wieku przed naszą erą rzeczony produkt zadebiutował podczas spływu Nilem. W rejsie uczestniczyła jedna osoba, która szczęśliwie dobiła do egipskiego brzegu. Chyba nie można wymarzyć sobie bardziej spektakularnej premiery. Dlatego nie dziwi fakt, że niesiony falą popularności produkt, wciąż spotyka się w ofercie skierowanej do rodziców niemowlaków. Także w naszym domu, przy okazji  nadchodzących narodzin drugiego dziecka, po raz kolejny zagościł kosz Mojżesza.

Przy Mii korzystaliśmy zarówno z kosza Mojżesza jak i z małej kołyski. Ta druga pełniła rolę łóżeczka do końcówki trzeciego miesiąca naszego malucha. Kosz z kolei był gwarantem dobrego snu kiedy odwiedziliśmy babcię. Teraz, kiedy kupiliśmy już łóżeczko do sypialni, pozostało zastanowić się nad tym w czym przebiegać będzie sen małej w ciągu dnia. Nie wyobrażamy sobie bowiem, aby maluszek pozostawał sam sobie w drugim pokoju, w łóżeczku, podczas gdy my  będziemy spędzać czas w salonie, odpoczywając, czy w kuchni na przygotowywaniu smakołyków. To raz.

Drugą sprawą jest oswojenie małej z hałasem. Z tymi wszystkimi codziennymi dźwiękami, które rozchodzą się po mieszkaniu. Włączony telewizor, szumiący okap, pukanie do drzwi, dźwięk telefonu czy po prostu, zwyczajne rozmowy między nami. Nie chcemy izolować dziecka od tych dźwięków i trzymać go w osobnym pokoju tylko dlatego, żeby sen pozostał niezakłócony. Takie podejście to jakieś bzdury. Chodzenie na paluszkach po mieszkaniu, oddanie się całkowitej ciszy bo dziecko śpi, wyłączanie telefonów czy sceniczny szept. Litości.

No i na samym końcu – chcemy mieć małą cały czas na widoku, pod ręką, blisko siebie. Nie będziemy targać łóżeczka z sypialni do salonu, tylko dlatego żeby z powrotem wracać z nim do naszego pokoju na noc. Poza tym, swoimi gabarytami zakłóca feng shui pokoju dziennego…

Biorąc pod uwagę powyższe wybór był bardzo prosty – kupujemy kosz Mojżesza. Jego największe zalety? Mobilność. Z łatwością przeniesiesz go z miejsca na miejsca. Gabaryty. Jest mały, subtelny, nie rzuca się w oczy i nie zajmuje dużo miejsca. Lekki. Przenosząc malucha nie musisz targać ze sobą całego stelaża. Łapiesz kosz za rączki i w drogę. To tyle jeśli chodzi o nas. A co z tego ma mała? Oprócz wygodnego i spokojnego snu, mała w gratisie dostaje opcję kołysania, dzięki płozom w stelażu. A zatem taki zakup to układ win-win. Dla rodziców i dla malucha. Aha, jeszcze najważniejsze – cena. Ile kosztuje kosz Mojżesza? W necie widziałem oferty za miliony monet. Opcje używane można dostać nawet w okolicach stówki. Ten, który mamy w domu kosztował… 25 złotych.

Kilka słów od Taty

BLOG TATA STORY

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie.  Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty dwóch córek.

Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!

P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!