Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że 18 miesięczne dziecko jest w stanie opanować techniki manipulacji i wywierania wpływu na ludzi w stopniu co najmniej bardzo dobrym. Patrząc na zabiegi socjotechniczne, które serwuje nam Mia, czasami mam wrażenie, że zamiast Niekończącej się opowieści czy Pinokia, ktoś ukradkiem czytał jej przed snem Cialdiniego. Doskonałą okazją do przetestowania opanowanych już technik było kilka ostatnich dni, które Mia spędziła w domu w towarzystwie dziadka.

Na użytek poniższej części posta przyjmę nieco odmienną narrację. Myślę, że przekazanie historii w taki sam sposób, jak opowiedział ją mój tato, pozwoli dostrzec jej sedno. A było tak:

Mała ma niesamowity apetyt. Zjadła dzisiaj swoją zupę i jeszcze razem ze mną pulpety z ziemniakami. Siedzieliśmy sobie w pokoju, Mia się bawiła, ja coś oglądałem. Patrzę, mała wstaje, podchodzi do mnie i łapie mnie za rękę. Zaprowadziła mnie do kuchni i pokazała na stół. Nie za bardzo wiedziałem o co chodzi, ale mała szybką skumała i w odpowiedzi odsunęła krzesła od stołu, wspięła się na palcach i zaczęła pokazywać na biszkopty. Dostała jednego, posadziłem ją na krześle i zjadła ze smakiem. Chciała drugiego to też jej dałem, tylko tym razem zjadła w pokoju. Za chwilę znowu zaciągnęła mnie do kuchni pokazując na biszkopty. Powiedziałem, że nie ma już, że zjadła wszystkie. Chyba jednak pomyślała, że dziadek jakiś mocno niekumaty jest, bo wzięła się na inny sposób. Wyciągnęła z szafki swoją miseczkę i zaczęła ją lizać – komunikat był jasny – dziadek ogarnij się, jeść chcę! 

To nie koniec opowieści. Wisieńką na torcie jest jeszcze krótka rozmowa z Mią o jej wrażeniach:

– Mia, fajnie było z dziadkiem?
– Takh
– To dobrze. A krzyczał dziadek?
– Takh.
– A jak krzyczał?
– Aaaaaa aaaaa

Pozamiatane.

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.