Był taki okres w moim życiu, który spędziłem na emigracji. Praktycznie rzecz ujmując mógłbym napisać, że korzystałem z prawa do swobodnego poruszania się i pracy na terenie Unii Europejskiej – mieszkałem, pracowałem i regularnie płaciłem podatki w Wielkiej Brytanii. Doskonale pamiętam, kiedy podczas jednych z pierwszych zakupów w markecie Pani na kasie zapytała – How are you love?
Jakiż byłem wtedy zachwycony tym komplementem! Dopóki nie usłyszałem, że mówi to każdej kolejnej osobie podchodzącej z zakupami… Rzecz jednak w tym, że pierwszy raz spotkałem się z tego rodzaju uprzejmością, która na stałe wpisana jest w mentalność wyspiarzy.
Obecnie, mimo szczęśliwego życia jakie prowadzimy, jest coś czego po powrocie do kraju ciągle mi brakuje. Rzecz tkwi właśnie w uprzejmości. Zwykłej, ludzkiej uprzejmości. Słów takich jak proszę, dziękuję i przepraszam, do których zdążyłem przywyknąć na obczyźnie, odczuwam wyraźnie deficyt
w ojczyźnie.
Proszę.
Czuję się dziwnie wplatając słowo proszę w rozmowach ze znajomymi. – Czy możesz mi to podać, proszę? – Prześlij mi to, tamto czy sramto, proszę? – Podrzucisz mnie do domu, proszę? Z językowe punktu widzenia może to wyglądać co prawda dziwnie, jednak przez ten czas spędzony za granicą, weszło mi to mocno w nawyk. Słowo please, włożone w konstrukcję zdania, znacznie zmienia sposób jego percepcji. A proszę? Mam wrażenie, że mamy opory co do tego miłego akcentu, bo pachnie podlizywaniem się i sprawia, że stajemy się tacy miękcy. Fuj!
Dziękuję.
Oj, i tu zaczynają się schody. Od przytrzymania drzwi wejściowych do budynku, do rzucenia drobniakami przez panią z posępną miną, siedzącą przy kasie, po wypłacającą forsę panią z okienka w banku, która celebruje czynność w całkowitej ciszy. Przeliczyć, podpisać i do widzenia. Dziękuję świetnie komponuje się z proszę. Warto spróbować.
Przepraszam.
Chyba słowiańska duma sprawia, że słowo to staje nam w gardle. Wbicie łokcia pod żebra w komunikacji miejskiej czy deptanie po budach w tramwajowym ścisku to absolutny standard. Damy gdzieś dupy – w pracy, w towarzystwie, między znajomymi – łatwiej jest nam palić głupa, że nic się nie stało, niż stanąć na wysokości zadania i powiedzieć przepraszam. Bo zjebałem coś, obraziłem Cię czy zachowałem się niestosownie. Dla opornych polecam popularny zamiennik, co prawda zapożyczony, ale łatwiejszy w wymowie – sorry.
Dobra, narzekanie narzekaniem, ale czas spojrzeć prawdzie w oczy. Nauczyłem się już, że świata nie zmienię. Czasem prościej jest się do czegoś przyzwyczaić niż kopać się z koniem. Cieszę się jednak, że mam możliwość przekazywania właściwych wzorców zachowań mojemu dziecku. Mam ogromną satysfakcję z tego, że Mia ogarnia temat i swoimi małymi gestami wie kiedy powinno się podziękować, przeprosić czy poprosić. Co prawda każde z tych zachować przejawia się przez przytulanie czy buziaki, ale kwestią czasu pozostaje, kiedy w końcu powie dziękuję w odpowiedzi na kolejną czekoladkę, proszę podając mi jedną ze swoich zabawek czy przepraszam, kiedy pomaluje całą ścianę kredkami…
Pamiętajcie o tych dwóch prostych słowach proszę i dziękuję. Pamiętajcie też o tym, które wydaje się być najtrudniejsze.
Codziennie widzimy się na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.

