Jakie skojarzenia pojawią się w Twojej głowie na hasło "Francja"? Wieża Eiffla, Paryż, Citroen? W moim zestawienia główne pozycje dotychczas zajmowały Chamonix, Lafuma i bagietka. Nie próbuj ich analizować, to zupełnie losowe pojęcia i nie wskazują na żadne socjopatyczne cechy osobowości. Tym bardziej gdy dodać do tego produkt, który dołączył do nas podczas Świąt, symbolizujący Francję od blisko 55 lat od Sekwany po Beverly Hills. Poznajcie Żyrafę Sophie.
Żyrafa Sophie urodziła się w 1961 roku w Asnières-sur-Oise, niedaleko Paryża. Miała niecałe 18 centymetrów, duże czarne oczy i jasnobrązowe cętki. W wieku 26 lat zadebiutowała na wielkim ekranie w hollywoodzkiej produkcji Trzech mężczyzn i dziecko z Tommem Selleckiem i Stevem Guttenbergiem w rolach głównych. Później były już tylko same sukcesy – najlepiej sprzedający się produkt w serwisie Amazon.com oraz 816,000 sprzedanych sztuk we Francji przy 796,000 narodzonych bobasach w 2010.
Wielka kariera Żyrafy Sophie za oceanem to w pewnej mierze zasługa niejakiej Teri Weiss, właścicielki butiku z ciuchami dla dzieci w Beverly Hills. Teri dorzuciła do swojej oferty małą żyrafkę, a dzieci gwiazd z Hollywood szybko ją pokochały. Tak szybko, że w pewnym okresie butik notował sprzedaż 125 Żyrafek Sophie każdego dnia.

Nie od dziś wiadomo, że trendy na świecie kształtowane są przez celebrytów, liderów opinii, osób znanych z tego, że są znane. Można więc powiedzieć, że Żyrafa Sophie to klasyczny przykład kariery od produktu dla elit po zabawkę dla mas. Tym bardziej, że spory wkład w promocję zwierzaka w Stanach Zjednoczonych miały blogujące mamy. W ramach wprowadzania produktu na szeroki rynek konsumencki mamuśki otrzymały w prezencie po żyrafce. Reszty możemy się domyślić. Żyrafę Sophie można dziś dostać w zasadzie w każdym dobrym sklepie z zabawkami i artykułami dla maluchów.
Dobra, o co więc kaman z Żyrafą Sophie? Zabawka to nic innego jak gumowy gryzak. Starannie zaprojektowany, wykonany ręcznie z naturalnego lateksu i pomalowana farbą spożywczą. Długa szyja zwierzaka (jak to u żyrafy bywa) gwarantuje dziecku pewny chwyt, przez co zabawka może być „opracowywana” przez malucha bez większego stresu. Punkty cieszące się największym zainteresowaniem naszego maluszka to bez wątpienia nogi żyrafy oraz jej uszy i rogi, których obgryzania pozawala wyładować emocje towarzyszące bolącym i twardym dziąsłom podczas ząbkowania. Żyrafa Sophie posiada również wbudowaną piszczałkę. W naszym przypadku to nieco ryzykowna funkcja. Za każdym razem gdy Mia mocniej ściśnie gryzak zjawia się nasz piesek gotowy dołączyć do wspólnej zabawy.
Teraz czas na coś subiektywnego. Nie jesteśmy żadnymi freakami na punkcie zabawek typu eco czy nic z Chin. Daleko nam też również do zachwycania się gadżetami tylko dlatego, że zobaczyliśmy któryś z nich w towarzystwie dzieci Angeliny Jolie czy księcia Georga. Nie ukrywam natomiast, że fajnie jest mieć w domowej kolekcji produkt, który może pochwalić się taką międzynarodową karierą i całkiem ciekawą historią. Tym bardziej, że Mia na prawdę jest zachwycona swoją nową zdobyczą i nie odstępuje jej ani na krok.
Nasza córka właśnie zasnęła i Żyrafa Sophie może cieszyć się chwilą spokoju. Jednak gdzieś na świecie, jakieś dziecko właśnie torturuje swoją małą Żyrafę Sophie. Gryzie, ślini i miętosi i nie pozwala na złapanie oddechu. Sława ma swoją cenę i nikt nie obiecywał, że będzie lekko. Ważne, żeby dzieciaki miały radość.

