Czego się nie robi dla żony.
Morze Północne to takie miejsce, w którym gdzie by nie zacząć wiercić zaraz wytryśnie ropa naftowa. Jest większe, głębsze, zimniejsze i cokolwiek jeszcze od rodzimego Bałtyku. Za Chiny Ludowe bym się w nim jednak nie wykąpał. Zdecydowanie wolę cieplejsze klimaty.
Po tym krótkim wstępie o charakterze geograficznym, zabieram się do wyjaśniania przyczyny naszego wyjazdu nad to piękne morze szelfowe. Powód jest dość prozaiczny – nigdy nie byliśmy z Małgosią nad morzem zimą. Nad żadnym. A jako że, przez chwilę rezydujemy na ziemi królowej, a w okresie letnim zwiedziliśmy już południowe i zachodnie wybrzeże wysp, przyszła kolej na wschód. Okazją do wyjazdu była rodzicielka potrzeba realizacji autorskiego programu „napełniamy brzuszek szczęściem” oraz urodziny Małgosi. Moja małżonka kocha morze. Każde i o każdej porze. Czego więc nie robi się dla kobiety życia, przyszłej mamy i perfekcyjnej pani domu w jednym? Zadecydowali i pojechali. Do Skegness – takie angielskie Międzyzdroje.
Było oczywiście smerfastycznie. Piękna pogoda, kilkugodzinny spacer po nadmorskim miasteczku oraz nieschodzący uśmiech z twarzy Małgosi. Czego można chcieć więcej?

#baywatch

#baywatch

#intheshadow

#happiness

#selfie musi być

ponczky

balety










