Część z Was zna już tą historię. Podzieliłem się nią na facebooku dziś rano. Dla nowo przybyłych przytoczę ją raz jeszcze.

 

Jest godz. 07:08. W środku nocy dzwoni telefon. Odbieram
- Hyyy, halo?
- Dzwonie w sprawie takiej a takiej... - brzmi nieznajomy.
- Za godzinę proszę zadzwonić
Po godzinie:
- A, myślałem, że jak Pan ma dziecko to już dawno na nogach...

Życie w cieniu stereotypów nie odpuszcza. Rodzice mają przejebane i tyle. I nawet jeśli potrafisz czerpać szczęście pełnymi garściami z rodzicielstwa, to i tak patrzeć będą na Ciebie jak na urobioną po łokcie, z sińcami pod oczami i z umysłem stępionym przez niekończący się płacz dziecka (albo raczej dzieciaka). Za jakie grzechy trzeba się ścierać ze stereotypami, na których fundamencie budowana jest ciemna strona rodzicielstwa.

Dziecko jest całym światem, to prawda. W tym świecie znajduje się jednak jeszcze czas na „normalne” życie. Takie podstawowe czynności jak sen, ogarnięcie mieszkania czy wyjście od czasu do czasu na miasto lub wyjazd na wakacje, nie znikają wraz z pojawieniem się dziecka. Więc jeśli mówię, że czytam książkę, wychodzimy do knajpy na obiad albo jedziemy w góry to na litość boską nie pytaj czy mam na to czas. No bo przecież dziecko…

- O jaki u Was porządek! Myślałem, że przy dziecku to ciężko się ogarnąć - znajomy po wizycie w naszym mieszkaniu.

Kupa pozostaje wciąż tematem tabu. Kiedy dziecku „zdarzy się” akurat napełnić pampersa przebieramy je z dala od jakichkolwiek innych form życia. Mamy przeznaczone do tego specjalne, sterylne pomieszczenie, z którego nie wydostają się dźwięki ani zapachy. Prawie jak w Pinsiont Twarzy Greja.

- Takie przebieranie kupy to musi być hardcore co? Przecież to śmierdzi! - znajomy, mężczyzna lat ok. 30, singiel
- To taki sam hardcore jak podcieranie własnej dupy. Da się jakoś przeżyć.

Pamiętajcie, że z małym dzieckiem nie jeździ się na wakacje. Najlepiej zostać w domu, zaczekać aż podrośnie. Najlepiej tak do 18 roku życia, wtedy nie trzeba go będzie nigdzie ciągać bo samo zorganizuje sobie czas na własną odpowiedzialność.

- Jedziemy na wakacje do (gdzieś tam, bla bla bla) - inicjuje rozmowę kumpel - A jak u Was? Pewnie na spokojnie z dzieciaczkiem, na miejscu, co?
W tym miejscu nastąpił całkowity brak reakcji z mojej strony. Polałem kolejny kieliszek czy wyszedłem do toalety, już nie pamiętam.

Napisałbym więcej. Ale wiecie sami…Dziecko…

Odwiedź najlepiejszy.pl na Facebook