Kilka lat po tym jak zacząłem swoją przygodę z górami, wyrobiłem sobie zdanie, że nie są one dla wszystkich. Naoglądałem się trochę „przypadków” na szlaku i przez najbliższy czas nie zamierzm zmieniać tego poglądu. Przez cały ten czas walczyłem również z oceną stolicy Tatr – Zakopanego. To, że miasto jest doskonałą bazą wypadową w góry nie podlega żadnej dyskusji. Jednak ostatnia dekada utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że Zakopane nie nadaje się do niczego innego jak tylko do noclegu i wyskoczenia na symbolicznego grzańca. Festiwal próżności, który nieprzerwanie trwa tam przez 365 dni na najdłuższym straganie świata – od górnych Krupówek po Gubałówkę, plasuje Zakopane w odległości lat świetlnych od takich miejscowości jak Cortina d’ Ampezzo czy Chamonix.
Długo zbierałem się z tym podsumowanie. Podczas ostatniego wyjazdu coś we mnie jednak pękło. Czas więc nazwać rzeczy po imieniu.
Dojazd
Jeszcze 100 lat temu podróż z Krakowa do Zakopanego trwała 2 dni z noclegiem w Nowym Targu. Dziś również nie ma szału. To chyba jedyny taki odcinek w Polsce, gdzie przejechanie 100 km zajmuje ponad 2h. Przy dobrym wietrze, sprzyjających warunkach drogowych i przyjaznym zachowaniu kierowców z obecnej stolicy. Wystarczy, że gdzieś na trasie wysypie się sygnalizacja świetlna, na drogę wyjedzie ciągnik albo ktoś zdecyduje się roztrzaskać swoje auto. Nocleg w aucie murowany jak nic. Kilka dni temu jechałem do Zakopanego razem z 3 studentkami z Belgii (nie pytajcie co, jak i dlaczego) i wstyd mi było za czas w jakim pokonaliśmy tą malowniczą trasę – 4,5h. A wystarczyła tylko zmiana sygnalizacji świetlnej gdzieś na wysokości Rabki. I pomyśleć, że są wśród nas ludzie tak wielkiej wiary, gotowi organizować Zimowe Igrzyska Olimpijskie w stolicy Tatr. Good luck and good night.
Tłumy, dzikie tłumy
Hordy, rzesze, fale turystów przelewające się nieustanie na trasie Górna Grań Krupówek – Dolna Grań Krupówek. Raj dla frotersów, kieszonkowców i wszelkiej maści obmacywaczy.
Naganiaczki
Wiecie jak ciężko jest być facetem w Zakopanem? Szczególnie wieczorami. Na każdym kroku uśmiechnięte, młode dziewczęta zachęcają do zerknięcia choć na chwilę do jednego z klubów z tańcem erotycznym, go – go czy pobliskiego burdelu. I nie pomaga, że mam żonę, nie mam pieniędzy czy jestem gejem. Laski są tak przeszkolone z zakresu negocjacji z trudnym klientem, że ich gadanie aż przyprawia o ból dupy.
Uliczni performersi
Festiwal próżności. Ukułem ostatnio takie pojęcie w kontekście wyjątkowo szerokiej oferty ulicznych performerów na Krupówkach. Przecież to jak być na castingach do Mam Talent, X Factor, Normalni – Nienormalni i Rolnik szuka żony w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Menel zbierający na wódkę, bo go głowa napierdala, kołyszący się w rytm muzyki z Ojca Chrzestnego, wygrywanej na akordeonie przez cygańskie dziecko, którego wujek sprzedaje w okazyjnej cenie lornetki. Albo typ przebrany za Mikołaja z całym zestawem instrumentów przyczepionych do ciała, wykonujący kompulsywne ruchy przy Jingle Bells.
Kilka lat temu pojawiła się koncepcja licencjonowanych artystów czy coś na ten deseń. Zainteresowany miał zgłosić swój program i opis działalności do urzędu miasta. Na tej podstawie miało zostać wydane pozwolenie na prowadzenie takiej ulicznej aktywności na Krupówkach. Coś mniej lub więcej w tym stylu. Pomysł przedni rzec bym chciał!
Maskotki
Odkąd pamiętam w Zakopanem straszą te same maskotki. Wielki, biały miś. Jeszcze 10 lat można było powiedzieć o nim Biały Miś, Miś Polarny czy inne wtf. A dziś? Ujebany od butów po sam czubek nosa. Czasem można go zobaczyć z fajką w pysku. Nachalnie zaczepiający turystów do zdjęć za „piątaka”. Niedawno widziałem też Czesia. To dopiero relikt przeszłości. Podarty z każdej strony, wygląda jeszcze gorzej niż jego pierwowzór. Nie jestem jeszcze na etapie bajek ale jakbym miał na coś postawić to Świnka Pepa i Thomas the Tank byliby królem i królową sezonu na zakopiańskim deptaku.
Knajpy
Od 12 lat jeżdżę regularnie w Tatry. Czasem nawet 2 – 3 razy do roku. I zawsze ląduję w tej samej knajpie na Krupówkach. Serwują w niej najlepsze grzane piwo, dobre jedzenie przy miłej obsłudze i w góralskim klimacie. Wyjątkiem jest chyba tylko McDonalds, który serwuje najlepszą wołowinę w mieście. Dlaczego nie chodzę w inne miejsca? Bo te, które jeszcze kilka lat temu były warte uwagi np. ze względu na tani, dobry obiad po ciężkim dniu w górach, są zamykane a w ich miejscu pojawiają się kebabownie, zapiekankownie, jedzenia na wagę czy inne cuda na kiju.
Królowie Krupówek
Pozostając w temacie knajp na uwagę zasługuje również szczególny typ turysty, którego coraz częściej spotkać można w lokalach – Król Krupówek. Zwykle w towarzystwie swojej dupeczki i innej zaprzyjaźnionej pary. Ubrany modnie, kroczący dostojnie, z dumą klepiący swoją zdobycz w pośladki, na każdym kroku podkreślając fakt dominacji i posiadania. Po kilku głębszych manifestuje swoją pozycję społeczną, rzucając w kapelę góralską banknotami. Drze się na cały ryj, zaczepia innych klientów i próbuje swoich sił flirtując z obsługą lokalu (tą żeńską częścią of kors). Cała knajpa należy do niego. Orkiestra ma grać coś góralskiego, a kufel nie może pozostać pusty. Ma być tłusto i na bogato. W końcu pierwszy raz jest w Zakopanem.



