Przy takiej słonecznej pogodzie za oknem, aż grzechem jest siedzieć w domu. W końcu wszystko budzi się do życia. I nawet ludzie jacyś tacy bardziej uśmiechnięci na ulicy. O wiosennej modzie i sobotniej rewii na Bulwarach wiślanych już nie wspomnę. Panowie w eleganckich, przewiewnych marynarkach, tudzież w t-shirtach podkreślających efekty żmudnych treningów na siłowni (lub wieczornego podjadania i żarcia w fast foodach). Płeć piękna natomiast w kreacjach jak z żurnali. Wiosna droga Pani! Wiosna drogi Panie!
Coś jednak w tym wszystkim nie gra. Niby ładnie, pięknie, ten tego, ale… Patrząc na dzieci w wieku Mii i te nieco młodsze maluchy, mam nieodparte wrażenie, że część rodziców w temacie mody dziecięcej mentalnie tkwi jeszcze w styczniu albo gdzieś w połowie lutego.
Kombinezon wiecznie żywy
To, że dzieciaki biegają po placu zabaw w kaskach, nie mając rowerków, jestem w stanie jeszcze zrozumieć [update kwiecień 2017: w naszym domu również odnotowaliśmy to zjawisko, więc temat traktuję z przymrużeniem oka]. Głowa rzecz ważna, a przy temperamencie współczesnej młodzieży o krzywdę własną nie trudno. Ale żeby dziecko na wszystkie możliwe sposoby chować przed słońcem i świeżym powietrzem? Niektóre z mijanych dziś wózków wyglądały jak nikaby (to ta część stroju, która zasłania twarz muzułmankiej kobiety) na kółkach. Z wózka widać było tylko oczka dziecka. Domyślam się, że w środku ktoś był.
Kolejnym przejawem rodzicielskiego geniuszu w tym sezonie wiosenno – spacerowym jest kombinezon zimowy. Tak, zimowy. Prawie jak na wyprawę na Everest. Gruby, z kapturem i zapinany po samą szyję. Wiecznie żywy, wiecznie modny. Trzymany w rodzinie od 1965 roku i przekazywany z pokolenia na pokolenie. Okazuje się, że na kombinezon nie ma złej pory. Mobilna sauna rzec by można.
Do powyższego zestawienia dochodzi jeszcze cała plejada dzieciaczków z wełnianymi czapkami na głowach albo małych turystów pozapinanych na ostatni guzik, aż pod samą szyję. – Andrzej, no zapnijżego bo go przewieje! – zasłyszany komentarz na trasie spaceru, przy pięknym słońcu i ponad 20 stopniach temperatury.
Pomyśl logicznie
Drodzy rodzice, nikt Wam nie będzie mówił jak żyć. Sami powinniście wiedzieć najlepiej jak zadbać o swoje dziecko. Mogę jedynie zasugerować częstsze wdrażanie logicznego myślenia przy ubieraniu dziecka. Stara zasada mówi, że niemowlaka ubieramy tylko o jedną warstwę odzieży więcej niż mamy na sobie. Jeśli jednak nie jesteście pewni, jak ubrać malucha wychodząc na spacer możecie:
- zerknąć na termometr. Informacja o temperaturze 20 stopni Celsjusza może być już pierwszą wskazówką
- wyjrzeć przez okno i zobaczyć, jak poubierane są dzieciaki na placu zabaw
- ubrać dziecko np. „na cebulkę” i po wyjściu na zewnątrz zweryfikować czy wszystkie elementy garderoby są absolutnie konieczne. Przy 20 stopniach w słońcu może się okazać, że kombinezon, wełniana czapka czy np. zaciągnięta na wózek „buda” nie są najlepszym rozwiązaniem.
Wiosna jeszcze nie zdążyła się rozkręcić. Z każdym słonecznym dniem temperatury będą oscylowały w coraz wyższych granicach. Pamiętajcie, żeby nie zrobić swojemu maluchowi krzywdy.
Zdjęcie: Andrew Vargas, buh buh buh baby, CC BY 4.0 | Flickr.com P.S. Oryginalny tytuł pierwszej publikacji wpisu to: Wiosenna moda i przegrzanie niemowlaka.

