Surrey to taka “sypialnia Londynu”. No może sypialnia o trochę bogatszym charakterze niż pozostałe. Pełno tu posiadłości o wiejskim wyglądzie w milionowych cenach, czas płynie wolniej, a słońce zawsze świeci mocno i wysoko. Tak mówią mieszkańcy. Historię hrabstwa i okoliczne atrakcje znajdziecie u wujka google. Poza tym wątpię by ktoś, kto wybiera się do Londynu, faktycznie byłby zainteresowany czymkolwiek co znajduje się poza 3 strefą.

W Surrey spędziliśmy ostatnie 2 dni. Z jednej strony był to czas błogiego lenistwa z przyjaciółmi. Piątek upłynął nam na testowaniu napojów o nieco mocniejszym posmaku i rozmowach o władzy, pieniądzach i seksie. Sobota z kolei to śniadanie po amerykańsku – połączenie smaków smażonej kiełbasy i bekonu ze słodkimi naleśnikami i syropem klonowym oraz popołudniowy piknik na wzgórzu Box Hills, z widokiem na rozległe niziny południowej Anglii.