Nie wiem co napisać. Bo jestem chory, zmęczony, a za oknem zimno. Zacząłem zastanawiać się co robiłem za dzieciaka, kiedy osiągałem podobne stany samopoczucia.

W wieku 5 – 7 lat ciężko było o alkohol więc na pewno nie piłem, gry telewizyjnej jeszcze nie miałem także i ta opcja zbijania czasu też nie wchodziła w grę. Książki z kolei uwielbiałem tylko w wersji czytanej przez mamę. W takich nudnych, pochmurnych i sennych dniach nie pozostawało mi nic innego, jak odkrywanie kolejnych pokładów kreatywności, drzemiących głęboko w dziecięcym umyśle.

Zabawką – pewniakiem były żołnierzyki. Miałem kolekcję wojsk napoleońskich, pluton komandosów z Wietnamu i dziesiątki rycerzy oraz całą dywizję piechoty z czasów II Wojny Światowej. I to nie jakieś tanie gówna made in china, sprzedawane w marketach czy targowiskach. To były prawdziwe klasyki. Drewniane, ręcznie malowane. Część pochodziła z RFN, część z Kanady, innych korzenie sięgały ZSRR, Węgier czy Austrii. Taki byłem światowy. Imitując odgłosy strzałów, świst kul czy wybuchu bomb potrafiłem spędzić tak całe popołudnie.

Innego razu, w czasach kiedy Związek Radziecki chylił się ku upadkowi, ja ochoczo przyozdabiałem ściany nowego mieszkania kredkami świecowymi. W pełnej konspiracji, schowany za drzwiami pokoju, stworzyłem dzieło na miarę wczesnej twórczości Claude Monet. Domek z chmurką, bo tak nazywał się projekt, osiągałby dziś zawrotne ceny na światowych giełdach sztuki. Niestety moja mama w tym chuligańskim wybryku nie dostrzegła ukrytego talentu.

Absolutnym hitem były natomiast klocki LEGO. Na początku nie miałem ich dużo, ale to co potrafiłem z nich wyczarować graniczyło z możliwościami ludzkiej wyobraźni. Wyobraźcie sobie domek bez dachu i drzwi. Jako to było futurystyczne? Albo samochód ze skrzydłami, chłopek – lego z rurką zamiast głowy albo wyrzutnia pocisków na ruchomej platformie. Uf, aż sam się sobie dziwię, że nie poszedłem na politechnikę.

Po co jest ten cały wpis i dzielenie się tymi magicznymi wspomnieniami z dzieciństwa? Rzecz w tym, że zacząłem zastanawiać się, jak dzieciaki w podobnym wieku, powiedzmy 5 – 7 lat spędzają czas w takie dni jak dziś. Odpowiedź jest prosta i nie powinna nikogo dziwić: smartfony, tablety, internety i PlayStation, ewentualnie xBox. Pochłaniacze uwagi i zabijacze czasu. Minecrafty, YouTuby i całe zło płynące z sieci. I jakoś leci.

Daleki jestem jednak od stygmatyzowania takich postaw i walenia rodziców po łbie, że to komputer czy tablet wychowuje ich dziecko. Mam to głęboko w dupie i to pewnie dlatego, że to nie moje dziecko spędza tak jesienne popołudnie. Myślę sobie jednak czy My, moje pokolenie mieliśmy szansę dostać to wszystko co na wyciągnięcie ręki mają dostastające obecnie dzieciaki? Były co prawda gry telewizyjne, komputery typu ATARI, Amiga czy Commodore 64. Potem pojawił się Game Boy, pierwsze PC na osiedlu i limitowany internet, i to uczucie strachu gdy mama otwierała rachunek za internet pod koniec miesiąca. W końcu pojawiły się telefony komórkowe z nieśmiertelną grą Snake, nagrywarki CD, kawiarenki internetowe i cała masa następujących po sobie gadżetów na miarę tamtych czasów.  I było zajebiście. A potem dorośliśmy.

Obecnie dzieje się tak, że najnowsze gadżety, gierki, aplikacje i inne technologiczne cuda na kiju odkrywamy jednocześnie z dziećmi. I nie ważne czy mają one 3, 4 czy 7 lat. Jeśli dostaną w ręce tablet czy smartfon to wynikająca z tego radość odkrywania i absorbowania serwowanej rozrywki nie powinna nas dziwić. W końcu zachowujemy się podobnie. To co dla nas było niedostępne, dla nich stanowić będzie nieodłączny element życia codziennego. Im szybciej ogarną jak posługiwać się pewnymi gadżetami czy funkcjonalnościami, które owe oferują, tym lepiej dla nich. Wynika to z faktu, że pojęcia konkurencji i konkurencyjności stają się powoli domenami dzieciństwa.

Dlatego z jednej strony żyjemy w czasach, w których możemy zaoferować naszym dzieciom rzeczy, o których sami mogliśmy jedynie marzyć. I nie kosztuje to wcale tak dużo. Natomiast z drugiej strony dzieciaki mają przesrane bo w dużym stopniu utraciły tę część beztroskiego dzieciństwa, która nas ukształtowała. A na dodatek dzisiejsze BYĆ znaczy OGARNIAĆ, jeszcze szybciej i lepiej niż rówieśnicy. Nie grasz w Minecraft albo używasz starego telefonu po rodzeństwie – nie możesz się z nami bawić.

Zdjęcie: Flickr.com, JD Hancock, CC BY – 2.0